Wielka demolka na otwarcie La Liga
Trzeba przyznać szczerze: mało kto spodziewał się aż takiego fajerwerku. 23 sierpnia 2026 roku FC Barcelona weszła w nowy sezon ligowy z drzwiami i futryną. Wyjazdowe starcie z Elche CF zakończyło się bezdyskusyjną deklasacją 5:0. I pomyśleć, że jeszcze kilka tygodni temu w Katalonii panował lekki niepokój związany z przebudową formacji ofensywnej.
Przez lata mecze Blaugrany kojarzyły się z obecnością Roberta Lewandowskiego na szpicy. Polak pożegnał się jednak z Camp Nou, a po letnim oknie transferowym wicemistrzowie Hiszpanii musieli szukać nowych ścieżek do bramki rywali. Trener Hansi Flick postawił w tym spotkaniu na eksperymentalny wariant z Raphinhą w roli fałszywej dziewiątki i… hit! Okazało się to strzałem w dziesiątkę.
Raphinha show i debiutancki błysk nowych gwiazd
Spotkanie na stadionie w Elche rozkręcało się powoli, ale gdy maszyny Flicka weszły na właściwe obroty, gospodarze przestali nadążać. Wynik otworzył w 14. minucie sam Raphinha, pewnie egzekwując rzut karny po tym, jak sam został sfaulowany w polu karnym. Brazylijczyk grał jak z nut i udowodnił, że opaska kapitana oraz odpowiedzialność lidera absolutnie go nie przytłaczają.
Tuż przed przerwą sygnał do dalszego natarcia dał jeden z nowych zawodników. Karim Adeyemi, pozyskany latem do ekipy ze stolica Katalonii, wykorzystał precyzyjne dogranie i technicznym uderzeniem podwyższył na 2:0. W drugiej odsłonie meczu Katalonijcy po prostu bawili się futbolem. Drugiego dołożył Raphinha, a dzieła zniszczenia dopełnił dwoma trafieniami Fermín López. Ogromny udział przy bramkach miał też kolejny debiutant — Anthony Gordon, który wszedł z ławki i zanotował aż dwie kapitalne asysty.
Cień na zwycięstwie. Spora strata Barcelony
Nie wszystko jednak wyglądało idealnie. Sielankowy nastrój Hansiego Flicka zakłóciła sytuacja z końcówki pierwszej połowy. Gavi nagle usiadł na murawie, sygnalizując problemy zdrowotne, i musiał przedwcześnie opuścić boisko. Młody pomocnik, który w ostatnich latach przeżywał mnóstwo dramatycznych chwil przez kontuzje, znów wywołał strach w oczach sztabu szkoleniowego. Zastąpił go Pedri, ale w Barcelonie wszyscy trzymają kciuki, by uraz nie okazał się poważny.
Warto też odnotować, że Wojciech Szczęsny całe spotkanie przesiadł na ławce rezerwowych, przyglądając się czystemu kontu Joana Garcii. Manita na starcie pokazała jednak jedno: Barcelona wcale nie zamierza oddawać korony w La Liga bez walki.

KOMENTARZE