Zorganizowany skok na pastwiska
Wszystko działo się pod osłoną nocy, z dala od ludzkich siedzib. Pięciu mężczyzn w wieku od 25 do 42 lat stworzyło zorganizowaną grupę, która upatrzyła sobie łatwy cel: bezbronne stada krów, jałówek i byków pasące się na łąkach województwa podlaskiego. Schemat działania szajki był bezwzględny. Wykorzystując specjalnie podstawiane samochody dostawcze, złodzieje wjeżdżali na teren pastwisk w powiatach białostockim i bielskim, po czym sprawnie ładowali zwierzęta do wnętrza busów.
Przed Sądem Rejonowym w Białymstoku rozpoczął się proces, który rzuca światło na kulisy tego procederu. W sumie na ławie oskarżonych zasiadło pięć osób – czterech domniemanych sprawców kradzieży oraz piąty mężczyzna, który miał przyjmować i kupować skradziony inwentarz. Łączne straty poszkodowanych rolników wyliczono na ponad 50 tysięcy złotych.
Kradzież rozbójnicza i krew na polnej drodze
Jesienią ubiegłego roku w okolicach Łap doszło do dramatycznych scen, które zmieniły kwalifikację prawną czynu z pospolitej kradzieży na znacznie poważniejsze przestępstwo. 72-letni gospodarz zauważył wieczorem podejrzanego busa blokującego się na błotnistym poboczu. Gdy zorientował się, że w jego stadzie brakuje dwóch byków, postanowił ruszyć w pogoń na rowerze.
Na miejscu starszy mężczyzna odkrył zwierzęta przywiązane do drzewa. Wtedy z mroku wyłoniło się trzech zamaskowanych napastników. „Powalili go na ziemię i kazali leżeć, dopóki nie odjadą” – relacjonowali śledczy. Senior był bijany pięściami po głowie, klatce piersiowej i plecach. Do tragedyjnego finału nie doszło tylko dlatego, że w obronie poszkodowanego stanął drugi z rolników, dzierżąc w dłoni metalowy pręt. Sprawcy uciekli, zostawiając zwierzęta, ale prokuratura zakwalifikowała ten atak jako usiłowanie kradzieży rozbójniczej.
Zysk, paserstwo i surowe kary
Jak ustaliła prokuratura, skradzione sztuki bydła nie trafiały na ślepy rynek – gang działał na konkretne zamówienie. Przykładowo, dwie skradzione jałówki o wartości około 25 tysięcy złotych zostały sprzedane paserowi za 14 tysięcy złotych (po 7 tys. za sztukę).
Podczas pierwszej rozprawy jeden z oskarżonych częściowo przyznał się do winy, twierdził jednak, że nie wiedział o przestępczym charakterze transakcji. Sytuacja głównych prowodyrów jest jednak dramatyczna. Jeden z oskarżonych odpowiada w warunkach recydywy, co oznacza, że grozi mu nawet do 15 lat pozbawienia wolności. Pozostałym członkom grupy za kradzieże i paserstwo grozi do 5 lat więzienia, natomiast za usiłowanie kradzieży rozbójniczej – do 10 lat. Kolejne posiedzenie sąd zaplanował na październik.
Źródło: Polska – Polska w RMF24

KOMENTARZE