Czterdziestka na karku i niesamowity powrót. Gael Monfils urządził show w Nowym Jorku

Strona głównaSport

Czterdziestka na karku i niesamowity powrót. Gael Monfils urządził show w Nowym Jorku

Nocny spektakl Igi Świątek na US Open. Polka nie dała szans rywalce
Czeska sensacja w Cincinnati. 20-latka odprawiła faworytki i podbija WTA 1000
Kamil Majchrzak zatrzymany na Flushing Meadows. Bolesny koniec marzeń w US Open

Urodzinowy wieczorny dreszczowiec na kortach Flushing Meadows

1 września 2026 roku zapisał się w pamięci Gaela Monfilsa w sposób absolutnie wyjątkowy. Francuski weteran, który przez lata elektryzował trybuny swoimi ekwilibrystycznymi zagraniami i niespożytą energią, świętował na nowojorskich kortach swoje 40. urodziny. Zamiast spokojnego świętowania w gronie rodziny, wybrał cierpienie i piękno walki na najwyższym poziomie. Organizatorzy US Open przyznali mu zasłużoną „dziką kartę”, co ma ogromne znaczenie — to oficjalnie jego ostatni turniej wielkoszlemowy w bogatej i barwnej karierze.

Początek wtorkowego starcia na korcie im. Louisa Armstronga nie zwiastował jednak happy endu. Naprzeciw doświadczonego Francuza stanął o 18 lat młodszy Paragwajczyk Adolfo Daniel Vallejo. Różnica pokoleniowa szybko dała o sobie znać w pierwszej partii.

Zderzenie ze ścianą i totalna metamorfoza

Młodszy o niemal dwie dekady rywal narzucił zabójcze tempo. Monfils, obecnie sklasyfikowany na 311. miejscu w rankingu ATP, w pierwszym secie poruszał się po korcie ociężale, popełniając sporo niewymuszonych błędów. Wynik 2:6 w otwarcie spotkania sprawił, że w serca nielicznych, ale wiernych fanów wdarł się niepokój. Czy to już ten wiek? Czy organizm po prostu odmówi posłuszeństwa?

Nic z tych rzeczy. W drugim secie na korcie pojawił się zupełnie inny Gael. Obudził w sobie dawnego demona defensywy i zaczął smarować bekhendy z taką precyzją, że młody Paragwajczyk zaczął gubić się w zeznaniach. „Czułem ogromne napięcie na początku, bardzo chciałem wygrać” — przyznał szczerze po meczu na konferencji prasowej. Kiedy jednak minął pierwszy paraliż stresu, maszyna ruszyła.

  • Pierwszy set: 2:6 dla dynamicznego Vallejo
  • Drugi set: 6:1 i całkowita dominacja solenizanta
  • Trzeci set: 6:2 dla rozpędzonego weterana
  • Czwarty set: bezlitosne 6:0 i pieczęć na awansie

Owacje na stojąco i pożegnanie z Wielkim Szlemem

Kolejne gemy były już popisem jednego aktora. Monfils biegał do skrótów, posyłał potężne „wiatraki” z forehandu i bawił się tenisową geofizyką, przypominając momenty ze swoich najlepszych lat, gdy zajmował 6. miejsce w klasyfikacji światowej. Oddanie rywalowi zaledwie trzech gemów w trzech ostatnich partiach to statystyka, która robi wrażenie bez względu na wiek przeciwnika. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:6, 6:1, 6:2, 6:0.

Gdy piłka meczowa padła łupem Francuza, publiczność zgromadzona na trybunach w Nowym Jorku zgotowała mu owację na stojąco. Fani odśpiewali mu głośne „Sto lat”, a sam zawodnik nie ukrywał wzruszenia. Przed nim kolejne wyzwania w turnieju, ale jedno jest pewne — ten rozdział historii tenisa powoli dobiega końca w wielkim stylu.

Źródło: Przegląd Sportowy przegladsportowy.onet.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: