Polityczna gra czy krzyk rozpaczy? Kulisy masowego protestu maszynistów na polskiej kolei

Strona głównaPolityka

Polityczna gra czy krzyk rozpaczy? Kulisy masowego protestu maszynistów na polskiej kolei

Paraliż na polskich torach. Maszyniści powiedzieli „dość” po tragedii w Sokolnikach Suchych
Kolejne weto prezydenta uderza w transport publiczny. Rząd ostrzega przed odcięciem milionów Polaków
Koniec paraliżu na torach. Maszyniści przerywają protest, rząd zapowiada bat na kierowców

Poranny paraliż i twarde dane z polskich torów

Piątkowy poranek przyniósł spore utrudnienia na polskiej kolei. W związku z akcją Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych pociągi na terenie całego kraju masowo zwalniały do prędkości zaledwie 20 km/h przed każdym przejazdem drogzeniowo-kolejowym. Choć pierwotnie planowano, że strajk potrwa aż do północy, ostatecznie związkowcy zdecydowali o jego skróceniu do godziny 12:00.

Skala utrudnień była jednak odczuwalna. Jak relacjonował wiceszef resortu infrastruktury Piotr Malepszak, opóźnienia dotknęły około 15 proc. pociągów, a średni czas straty dla pojedynczego składu wynosił 25 minut. W skali całej sieci opóźnienia rosły lawinowo – spółka PKP PLK informowała w ciągu dnia o dziesiątkach tysięcy minut sumarycznych opóźnień, uderzając w setki tysięcy pasażerów. Piątek – jako dzień największej wymiany pasażerskiej, gromadzący na torach od 1,8 do 2 milionów podróżnych – okazał się najgorszym z możliwych momentów na sparaliżowanie rozkładu.

Tragedia w Sokolnikach Suchych bezpośrednią przyczyną buntu

Bezpośrednim zapalnikiem do protestu stał się dramatyczny wypadek z 9 września 2026 roku w Sokolnikach Suchych na Mazowszu. Kierujący samochodem ciężarowym wjechał tam na tory pomimo czerwonego światła, doprowadzając do zderzenia z pociągiem PKP Intercity relacji Lublin–Szczecin. W wyniku wykolejenia lokomotywy i wagonów zginęła pasażerka, a kilkanaście osób zostało rannych.

Maszyniści, zmęczeni narastającą falą niebezpiecznych zdarzeń na przejazdach, domagali się natychmiastowych działań państwa. – To nie jest protest, to apel o danie nam szans na przeżycie – tłumaczył w mediach wiceprezydent ZZM Daniel Biernacik, wskazując na presję psychiczną i poczucie bezradności ludzi siedzących za sterami lokomotyw.

Rząd ostro o akcji: „Czysta polityka”

Reakcja rządzących na akcję Związku była jednak krytyczna. Wiceminister Piotr Malepszak wprost nazwał protest „akcją wymierzoną politycznie”, podkreślając, że kierowane pod adresem ministerstwa zarzuty o zaniedbania nie mają poparcia w twardych statystykach bezpieczeństwa.

– Lubię liczby, statystyki i wiarygodne dane; nie chcę bazować na emocjach, bo są złym podpowiadaczem – argumentował Malepszak na antenie telewizyjnej, pytając retorycznie, dlaczego maszyniści nie decydowali się na tak dradycyjne kroki w latach 2020–2022, kiedy wskaźniki liczby zdarzeń na przejazdach były gorsze niż obecnie. Przedstawiciele resortu i PKP PLK zwracali uwagę, że uderzanie w pasażerów w imię protestu przeciwko bezmyślności kierowców aut jest chybionym adresowaniem żalów.

Deklaracje zmian i zapowiedź zaostrzenia kar

Mimo ostrych słów rząd szybko przeszedł do rozmów i konkretnych zapowiedzi legislacyjnych. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak zadeklarował natychmiastowe prace nad projektem ustawy regulującej czas pracy maszynistów. Równocześnie na najbliższe posiedzenie rządu skierowano projekt przepisów przewidujących automatyczne zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące dla każdego kierowcy, który zignoruje sygnalizację świetlną i wjedzie na przejazd kolejowy.

Mimo zakończenia formy protestu w południe, utrudnienia na kolei rezonowały przez cały piątek, a pociągi wracały do rozkładowych obiegów powoli przypominając zsuwające się kostki domina. Pytanie o to, czy zaostrzenie przepisów i planowane kary powstrzymają kierowców przed wjeżdżaniem pod pociągi, pozostaje na razie otwarte.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: