Niedzielny chaos nad wschodnią granicą
W niedzielę, 13 września 2026 roku, przestrzeń powietrzna nad Litwą stała się areną nerwowych wydarzeń. Krótko przed południem międzynarodowe lotnisko w Wilnie zostało całkowicie zamknięte dla ruchu cywilnego. Powodem była nagła decyzja litewskich służb, które odebrały sygnały o możliwym pojawieniu się niebezpiecznego obiektu w pobliżu granic. Sytuacja zmusiła do natychmiastowej reakcji nie tylko zarządcę portu, ale również wojskowe struktury sojusznicze.
W powietrze błyskawicznie oderwał się myśliwiec NATO stacjonujący w bazie w Szawlach w ramach misji Baltic Air Policing. Napięcie sięgało zenitu, zwłaszcza w obliczu trwających w regionie napięć i wcześniejszych doniesień o ruchach obiektów przelatujących m.in. w rejonie Vareny. Ludzie poczuli dreszcz niepokoju. Czy to kolejna prowokacja?
Polski samolot w drodze powrotnej do Warszawy
Decyzja o zamknięciu wileńskiego portu zastała załogę i pasażerów rejsu LO771 Polskich Linii Lotniczych LOT, którzy o godzinie 11:45 wyruszyli z warszawskiego Lotniska Chopina. Maszyna typu Boeing (o rejestracji SP-LIO) znajdowała się już niedaleko polsko-litewskiej granicy, gdy piloci otrzymali polecenie zawrócenia.
Jak relacjonował rzecznik polskiego przewoźnika, Krzysztof Moczulski, samolot musiał obrać kurs powrotny do stolicy Polski.
„Z powodu zamknięcia lotniska w Wilnie w związku z obecnością niezidentyfikowanych obiektów w przestrzeni powietrznej samolot wykonujący rejs LO771 zawraca do Warszawy” – informował w pierwszym komunikacie rzecznik LOT-u.
Dla pasażerów oznaczało to zimny prysznic i sporą dawkę stresu. Zamiast lądować w Wilnie po niespełna 45 minutach, wrócili punkt wyjścia.
Finał alarmu: winne okazało się… stado ptaków
Na szczęście procedura bezpieczeństwa trwała zaledwie chwilę, choć wywołała spore zamieszkanie. Operacje lotnicze w Wilnie wstrzymano na 38 minut. Szef Narodowego Centrum Zarządzania Kryzysowego (NKVC), Vilmantas Vitkauskas, szybko uspokoił nastroje, przekazując w litewskich mediach: „Nie ma zagrożenia, ludzie mogą się uspokoić”.
Gdy myśliwiec NATO przeszukał wyznaczony sektor, tajemnica wyszła na jaw. Okazało się, że radary wcale nie wykryły wrogiego drona czy bezzałogowca, lecz… ogromne stado ptaków. Specyficzny sygnał odbity od zwierząt w specyficznych warunkach pogodowych do złudzenia przypominał echa radarowe generowane przez obiekty latające.
Gdy tylko alarm odwołano, port w Wilnie otworzono na nowo. Maszyna LOT-u po szybkim uzupełnieniu paliwa na Lotnisku Chopina ponownie wystartowała na Litwę, a powrotny rejs LO772 – choć mocno opóźniony – doszedł do skutku. Współczesne niebo nad wschodnią flanką NATO jest tak wyczulone na każdy sygnał, że nawet przelot ptaków potrafi sparaliżować międzynarodowy ruch lotniczy.

KOMENTARZE