Czterdzieści lat i głęboki podział
Rok 1986 przyniósł początek orzekania Trybunału Konstytucyjnego. Cztery dekady później instytucja, która miała stać na straży ustaw zasadniczych, tkwi w epicentrum politycznego huraganu. Podczas konferencji naukowej pt. „Prawnonaturalne fundamenty ładu konstytucyjnego”, zorganizowanej z okazji jubileuszu 40-lecia, spór o praworządność rozgorzał na nowo. Głos w sprawie zabrał prezydent Karol Nawrocki, którego list do zgromadzonych odczytał szef KPRP Zbigniew Bogucki.
Głowa państwa nie ukrywała frustracji obecną sytuacją wokół sądu konstytucyjnego. Słowa o tym, że „kryzys nie zaczął się wczoraj”, odbiły się szerokim echem w świecie polityki. Prezydent zauważył, że problem narastał latami, a wciąganie organu w tryb bieżących walk partyjnych dewastuje jego fundamenty.
Ostre słowa pod adresem rządu
W swoim wystąpieniu Nawrocki mocno uderzył w obecną koalicję rządzącą, wyliczając działania, które w jego opinii godzą w demokratyczne państwo prawa. Wśród nich znalazły się m.in.:
- Publiczne dyskredytowanie Trybunału przez przedstawicieli władzy wykonawczej,
- Kontrowersyjne uchwały Sejmu podważające status legalnie powołanych sędziów,
- Brak publikacji wyroków oraz celowe odmawianie środków na bieżące funkcjonowanie instytucji,
- Unikanie udziału przedstawicieli rządu w rozprawach.
– Nie możemy zaakceptować bezprawia wymierzonego w TK – grzmiał w liście prezydent, domagając się respektowania konstytucyjnych ram. Jednocześnie w Warszawie doszło do symbolicznego rozłamu – podczas gdy oficjalne obchody trwały w siedzibie TK przy al. Szucha, byli prezesi tej instytucji oraz sędziowie w stanie spoczynku spotkali się w Krajowej Radzie Sądownictwa, wygłaszając druzgocące oceny na temat obecnego stanu sądownictwa.
Konieczna głęboka reforma?
Mimo ostrych krytycznych braw pod adresem gabinetu Donalda Tuska, Nawrocki zdecydował się na szerszą refleksję. Podkreślił, że winę za obecny stan rzeczy ponoszą kolejne ekipy rządzące, które traktowały obsadę TK jako łup polityczny. – Rozwiązaniem nie jest zastąpienie jednych politycznych wpływów innymi – zaznaczył, apelując o głęboką reformę konstytucyjną.
Polska – zdaniem prezydenta – potrzebuje niezależnego arbitra opartego na autorytecie prawa, a nie instytucji pełniącej funkcję politycznego zaplecza dla dowolnej większości. Czy apel ten znajdzie posłuch w parlamencie? Na razie scena polityczna pozostaje zabetonowana w okopach kolejnego konfliktu wokół konstytucyjnych posad.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE