Niemiecki biznes w tarapatach: Lawina bankructw, choć wielkich strat nie widać

Strona głównaBiznes

Niemiecki biznes w tarapatach: Lawina bankructw, choć wielkich strat nie widać

Samotność na szczycie? Nowa inicjatywa zmienia reguły gry dla polskich menedżerów
Ewa Chodakowska przerywa milczenie po rozstaniu z mężem. Co dalej z ich wspólnym biznesem?
Kto pokieruje gigantyczną budową? Ruszył wyścig po fotel szefa CPK

Rekordowa fala niewypłacalności nad Renem

Niemiecka gospodarka od dłuższego czasu usiłuje złapać drugi oddech, jednak rzeczywistość biur sądowych i agencji statystycznych rysuje znacznie mniejszy optymizm. Z najnowszych raportów przygotowanych na podstawie danych m.in. agencji Reuters oraz federalnych urzędów wynika, że liczba niewypłacalności niemieckich firm osiągnęła najwyższy poziom od ponad dekady. Słaba koniunktura, wysokie ceny energii i przewlekłe spowolnienie dają się we znaki.

Mimo to analitycy zwracają uwagę na intrygujący paradoks. Choć statystyki pękają w szwach od liczby samych wniosków upadłościowych, łączna kwota roszczeń wierzycieli w ujęciu masowym potrafiła spaść. Jak to możliwe, że bankrutuje tak wielu, a gospodarka nie krwawi w tym konkretnym punkcie tak mocno, jak mogłoby się wydawać?

Małe firmy płacą najwyższą cenę

Diabeł tkwi w detalach strukturalnych. Za rekordowe wskaźniki bankructw odpowiadają przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP), a także samozatrudnieni i mniejsze podmioty z sektora usług, transportu oraz budownictwa. Gdy pada osiedlowy podwykonawca, niewielki warsztat czy lokalny sklep, statystyka notuje kolejną upadłość, ale generowany przez nią dług idzie w tysiące, a nie miliardy euro.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy z rynku znika korporacja z wielomilionowymi obrotami. Wówczas wniosków jest mało, ale kwoty roszczeń szybują w kosmos. Obecny trend pokazuje wyraźnie, że kryzys trawi szeroką podstawę niemieckiej piramidy biznesowej — drobną przedsiębiorczość, która nie ma już poduszki finansowej na przetrwanie kolejnych miesięcy stagnacji.

Sektory pod specjalnym nadzorem

Które branże radzą sobie najgorzej? Tradycyjne filary niemieckiego dobrobytu trzeszczą w posadach:

  • Przemysł przetwórczy i motoryzacja: fundamenty eksportowe podkopywane przez wysokie koszty i spadek popytu.
  • Transport i logistyka: krwiobieg gospodarki duszący się przez drogie paliwa i brak stabilnych kontraktów.
  • Budownictwo i hotelarstwo: sektory mocno uzależnione od kieszeni konsumenta, który zaciska pasa.

Eksperci nie pozostawiają złudzeń. Dopóki koszty prowadzenia działalności w Europie Zachodniej nie spadną, a popyt zewnętrzny nie wzrośnie, fala likwidacji mniejszych podmiotów będzie się utrzymywać. Nawet jeśli łączna suma długów w pojedynczych miesiącach spada, ogólny trend pozostaje czerwoną lampką ostrzegawczą dla całej strefy euro.

Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0