Boso, bez kapelusza i w absolutnej ciszy. Tak dawna polska wieś witała dzień, który decydował o wszystkim

Strona głównaLudzie

Boso, bez kapelusza i w absolutnej ciszy. Tak dawna polska wieś witała dzień, który decydował o wszystkim

Tragiczna śmierć proboszcza z Lęborka. Ksiądz Rafał Cieszyński utonął w Bałtyku
Robert Pattinson szczere o powrocie do roli Mrocznego Rycerza: „Czuję swój wiek, to zupełnie inna walka”
Najstarsza osoba na świecie ma już 117 lat. Znamy zaskakujący sekret jej długowieczności

Kiedy ziemia żądała ciszy

W kalendarzu liturgicznym 8 września przypada święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Jednak na dawnej, polskiej wsi ten dzień nosił zupełnie inne, głęboko zakorzenione w praktyce miano — święta Matki Boskiej Siewnej.

To wtedy, gdy letnie żniwa stawały się już tylko wspomnieniem, a spalone słońcem ścierniska czekały na nowy oddech, wieś zamierała w specyficznym oczekiwaniu. Wierzono, że to moment, w którym Matka Boża osobiście wchodzi w jesienne skiby, by pobłogosławić ziarno. Rolnicy mawiali zresztą wprost: „Gdy o Matce Bożej zasiano, to ani za późno, ani za rano”.

Rytuał pod specjalnym nadzorem

Wyjście w pole nie było zwykłą pracą agrotechniczną. To był akt o charakterze sakralnym. Gospodarz, który miał wykonać pierwszy jesienny siew, musiał dopełnić szeregu rygorystycznych nakazów.

Przede wszystkim: wychodził w pole boso i bez nakrycia głowy. Zdejmował kapelusz nie tylko z szacunku, ale i po to, by nic nie dzieliło go z niebem. Obowiązywała absolutna cisza – żaden dźwięk nie mógł zakłócić powagi chwili.

Do koszyka siewnego trafiało ziarno starannie wyselekcjonowane przez całe miesiące. Mieszano ze sobą:

  • ziarna zachowane ze stołu wigilijnego,
  • okruchy z wieńców dożynkowych,
  • zbożeświęcone wcześniej w dzień św. Szczepana oraz Matki Boskiej Zielnej.

W niektórych regionach, jak na Podkarpaciu czy w okolicach Sanoka, do siewnego worka wrzucano dodatkowo monetę lub święcone jajo, co miało zagwarantować dostatek i obfite plony w przyszłym roku.

Pierwsza garść na krzyż

Zanim na ziemię padł właściwy strumień nasion, gospodarz musiał wykonać kluczowy gest. Kropił ziarno święconą wodą, a pierwszą garść rzucał na rolę ruchem tworzącym znak krzyża. Towarzyszyło temu ciche zaklęcie lub modlitwa: „W imię Boskie”.

Brak siewu w tym terminie wiązał się z ogromnym społecznym ostracyzmem. Gospodarz, który spóźnił się z pracami, zyskiwał miano leniwego, a jego sąsiedzi wróżyli mu rychły nieurodzaj. Wierzono bowiem, że ziemia nie da plonu nikomu, kto zignoruje wyznaczony przez tradycję i naturę rytm.

Źródło: Polska – Polska w RMF24

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: