Fantastyczny początek i bolesne zderzenie z rzeczywistością
Nocny pojedynek drugiej rundy turnieju rangi WTA 500 w meksykańskim Monterrey miał być dla Mai Chwalińskiej kolejnym krokiem w kierunku budowania pozycji w światowej czołówce. Rozstawiona z numerem trzecim Polka rozpoczęła starcie z Alycią Parks (89. WTA) w sposób wręcz perfekcyjny.
Pierwszy set upłynął pod dyktando naszej reprezentantki. Chwalińska grała mądrze, kontrolowała wymiany, a Amerykanka popełniała masę prostej winy – notując aż 20 niewymuszonych błędów przy zerze po stronie Polki w tym elemencie. Wynik 6:3 w premierowej odsłonie zwiastował rychły awans i pełną dominację.
Amerykankowa nawałnica i serwis, który zadecydował o wszystkim
Niestety, od drugiego seta obraz gry zmienił się o 180 stopni. Parks uspokoiła swój niezwykle chaotyczny tenis, a do głosu doszedł jej najpotężniejszy atut – serwis. Amerykanka zaczęła posyłać potężne rakiety, ryzykując nawet przy drugim podaniu. Chwalińska została całkowicie zepchnięta do defensywy i nie była w stanie znaleźć recepty na uderzenia rywalki.
Kluczowy dla losów całego spotkania okazał się początek decydującej partii. W trzecim gemie trzeciego seta Polka prowadziła przy własnym serwisie 40:0, jednak wypuściła tę przewagę z rąk, co napędziło Amerykankę do kolejnych przełamań. Ostatecznie dwie kolejne odsłony zakończyły się identycznym wynikiem 2:6, 2:6, a całe spotkanie zamknął potężny as serwisowy w wykonaniu zawodniczki z USA.
Stracona szansa w rankingu i co dalej?
Porażka w Meksyku oznacza dla Mai Chwalińskiej nie tylko pożegnanie z turniejem singlowym w Monterrey, ale również utratę ogromnej szansy na życiowy sukces w klasyfikacji WTA. Polka była o krok od wyprzedzenia w zestawieniu m.in. wielkich nazwisk i poprawienia swojego 21. miejsca.
To jednak nie koniec pobytu Chwalińskiej w Meksyku. W nocy z czwartku na piątek nasza tenisistka powalczy jeszcze w turnieju deblowym, gdzie w parze z Sinją Kraus zmierzy się z duetem Shuko Aoyama i En Shuo Liang. Całość stanowi ostatni intensywny test przed nadchodzącym wielkoszlemowym US Open.

KOMENTARZE