Prezydent blokuje zmiany w transporcie publicznym
W czwartek, 20 sierpnia 2026 roku, Pałac Prezydencki poinformował o kolejnej poważnej decyzji głowy państwa. Prezydent **Karol Nawrocki** odmówił podpisania nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 2700). To już drugie weto w tej materii — podobne przepisy zostały odrzucone przez prezydenta w listopadzie ubiegłego roku.
Nowe prawo miało fundamentalnie zmienić sytuację mniejszych miejscowości i polskiej wsi. Zakładało m.in., że marszałkowie województw staną się integratorami przewozów, a samorządy zyskają sztywne ramy minimalnej liczby kursów: co najmniej **cztery pary połączeń w dni robocze** i **dwie pary w dni wolne** na trasach łączących siedziby powiatów z gminami.
Dlaczego prezydent odrzucił ustawę?
W oficjalnym komunikacie Kancelarii Prezydenta podkreślono, że proponowane rozwiązania zamiast walczyć z wykluczeniem transportowym, mogłyby je pogłębić. Kluczowe zastrzeżenia dotyczyły kwestii finansowych i stabilności umów zawieranych z przewoźnikami.
- Zbyt krótkie umowy: Rząd zaproponował maksymalnie **pięcioletni okres kontraktowania przewozów** (wcześniej mowa była nawet o trzech latach), podczas gdy samorządy i przewoźnicy domagali się stabilnych umów dziesięcioletnich. Według prezydenta bez długofalowej perspektywy lokalne PKS-y nie zaryzykują milionowych inwestycji w tabor.
- Przejazdy na żądanie: Kontrowersje wzbudził pomysł zastępowania regularnych autobusów autami osobowymi (do 9 osób), które miały obsługiwać tzw. obszary wyludniające się. Problem w tym, że przy takich kursach nie zagwarantowano ustawowych ulg dla seniorów, uczniów czy osób z niepełnosprawnościami.
- Rola gmin: Zdaniem Pałacu Prezydenckiego mechanizmy finansowe spychały gminy — czyli podmioty najbliższe realnym potrzebom mieszkańców — na koniec kolejki po środki z funduszu.
Ostry komentarz rządu: 10 milionów osób bez dojazdu
Reakcja resortu infrastruktury była natychmiastowa i niezwykle krytyczna. Minister infrastruktury **Dariusz Klimczak** ostrzegł, że decyzja głowy państwa drastycznie uderza w obywateli.
— *10 mln Polaków nadal będzie miało problem z dojazdem do pracy, szkoły, lekarza czy urzędu* — skomentował ostro minister, podkreślając, że zablokowane przepisy miały realnie zlikwidować tzw. białe plamy komunikacyjne na mapie kraju.
Eksperci i samorządowcy są podzieleni. Część z nich wskazuje, że brak reformy grzebie szansę na uporządkowanie chaosu komunikacyjnego w Polsce powiatowej. Inni z kolei przyznają prezydentowi rację, twierdząc, że narzucanie gminom nowych obowiązków bez zagwarantowania realnych, stałych miliardów z budżetu państwa było skazane na katastrofę. Pewne jest jedno: tysiące mieszkańców małych miejscowości wciąż muszą radzić sobie bez sprawnego transportu publicznego.

KOMENTARZE