Nowe otwarcie w podatkach: Rząd gra o klasę średnią
Polska scena polityczna znowu wrze. Premier Donald Tusk i minister finansów Andrzej Domański zapowiedzieli fundamentalne modyfikacje w systemie podatkowym. Zmiany, które mają wejść w życie w 2027 roku, uderzają w sam środek debaty o sprawiedliwości społecznej i kosztach rosnących wynagrodzeń. Szybko wywołały lawinę komentarzy ze strony opozycji oraz koalicjantów.
Co dokładnie ma się zmienić? Głównym punktem programu jest **podniesienie drugiego progu podatkowego ze 120 tysięcy do 130 tysięcy złotych rocznie**. To jednak nie wszystko. Rząd stawia na rozwiązanie hybrydowe i wprowadza zupełnie nową, pośrednią stawkę PIT wynoszącą **24 proc.** dla osób, których dochody mieszczą się w przedziale od 130 do 150 tysięcy złotych. Dopiero powyżej tej kwoty zaczynać się będzie znienawidzony przez wielu próg 32 proc.
Kto zyska, a kto zapłaci? Miliony w tle wielkiej polityki
Resort finansów wylicza, że z planowanych modyfikacji skorzysta aż **3,5 miliona polskich podatników**. Maksymalny roczny zysk dla portfeli klasy średniej ma sięgnąć nawet **3600 złotych**. Tusk nie ukrywa jednak, że operacja ta generuje gigantyczne koszty dla budżetu państwa. Kto za to zapłaci?
Pieniądze mają pochodzić z kieszeni najbogatszych korporacji oraz przedsiębiorców:
- Podatek CIT dla firm z rocznymi przychodami powyżej 50 mln euro wzrośnie z 19 do **22 proc.**
- Danina solidarnościowa dla najlepiej zarabiajacych (powyżej 1 mln zł rocznie) pójdzie w górę z 4 do **5 proc.**
- Zmniejszony zostanie limit przychodów dla podatku zryczałtowanego.
Morawiecki zaprasza na korepetycje, Sawicki wytyka niedosyt
Reakcja opozycji była natychmiastowa. Mateusz Morawiecki nie pozostał dłużny obecnej ekipy rządzącej. Były premier publicznie skrytykował ruch gabinetu Tuska, kpiąco **zapraszając rządzących na korepetycje z finansów publicznych**, zarzucając im populistyczne zagrywki kosztem stabilności państwa.
Swojego rozczarowania nie krył również Marek Sawicki z Polskiego Stronnictwa Ludowego. W kuluarach politycznych słychać głosy, że koalicyjne tarcia wokół podatków wcale nie ucichły, a propozycja rządu to jedynie kompromis wymuszony presją rosnących płac i zbliżającym się cyklem wyborczym. Czy klasa średnia faktycznie doceni ten gest, czy machina biurokratyczna zje zapowiadane korzyści? Czas pokaże.
Źródło: Ekonomia – Ekonomia w RMF24

KOMENTARZE