Po wycofaniu sił zachodnich i rozpadu struktur G5 Sahel, państwa takie jak Mali, Burkina Faso i Niger zwróciły się ku Rosji, otwierając nowy rozdział geopolitycznych zmagań w Afryce.
W obliczu rosnącego zagrożenia terrorystycznego i politycznych przemian lokalne junty wojskowe zerwały dotychczasowe więzi z Zachodem. Powstałą w ten sposób próżnię bezpieczeństwa szybko postanowiła wykorzystać Moskwa, oferując nowym partnerom wsparcie militarne w zamian za wymierne korzyści polityczne i gospodarcze.
Rola Grupy Wagnera i Korpusu Afrykańskiego
Początkowo głównym narzędziem rosyjskiej obecności na tym obszarze była Grupa Wagnera. Najemnicy zapewniali ochronę władzom oraz brali udział w operacjach bojowych.
Eksperci wskazują jednak, że obecność ta daleka była od budowania stabilnych i niezależnych struktur obronnych:
Przedłużający się brak bezpieczeństwa w regionie skutecznie uzasadniał dalszą obecność rosyjskich formacji i pozwalał na zawieranie kolejnych lukratywnych kontraktów.
Po zmianach strukturalnych w Rosji, związanych m.in. ze śmiercią Jewgienija Prigożyna, dotychczasowe prywatne struktury zaczęto formalizować pod auspicjami resortu obrony, przekształcając je m.in. w tzw. Korpus Afrykański.
Wyzwania i realia frontu w Mali
Choć współpraca wojskowa między Rosją a sojuszem państw Sahelu jest regularnie zacieśniana, sytuacja na miejscu pozostaje niezwykle trudna. Mali stało się faktycznym poligonem i frontem operacyjnym dla rosyjskich sił.
- Działalność zorganizowanych grup dżihadystycznych (w tym JNIM) nie słabnie.
- Skoordynowane akcje rebeliantów przynoszą regularne straty w ludziach i sprzęcie.
- Lokalne reżimy stają się mocniej uzależnione od zewnętrznej pomocy wojskowej.
Region Sahelu zamiast stabilizacji staje się obszarem silnie zmilitaryzowanym, w którym ścierają się interesy mocarstw oraz narastające kryzysy wewnętrzne.

KOMENTARZE