Wielka układanka bez wystarczającej liczby rąk do pracy
Polski system ochrony zdrowia od lat mierzy się z wyzwaniem, przed którym drżą dyrektorów szpitali, ordynatorzy i sami pacjenci. Chodzi o braki kadrowe, które dotykają niemal każdego zakątka kraju. Choć statystyki bywają suche, za każdą cyfrą stoi zmęczony lekarz, przepracowana pielęgniarka i pacjent czekający w długiej kolejce na wizytę.
Problem nie polega wyłącznie na tym, że medyków ogółem jest za mało. Równie poważnym wyzwaniem stał się sposób, w jaki są oni zatrudniani. Przelicytowywanie stawek przez placówki medyczne i zjawisko tzw. „skakania” z etatu na etat w kilku miejscach naraz sprawiają, że rynek przypomina rozchwianą karuzelę.
Praca na kilku etatach a bezpieczeństwo pacjenta
Zjawisko łączenia kilku kontraktów przez personel medyczny od lat budzi gorące dyskusje. Z jednej strony lekarze czy ratownicy medyczni chcą maksymalnie wykorzystać swoje kwalifikacje i zarobić adekwatnie do odpowiedzialności. Z drugiej – pojawia się pytanie o zmęczenie materiału.
- Niewyspany specjalista to większe ryzyko błędów medycznych.
- Rozproszenie personelu utrudnia zachowanie ciągłości opieki nad chorym.
- Pomiędzy placówkami publicznymi a prywatnymi trwa nieustanna walka o wykwalifikowane kadry.
W ostatnich miesiącach głośno dyskutowano o nowych regulacjach i propozycjach systemowych, które miałyby ukrócić patologie związane z niekontrolowanym wzrostem kosztów świadczeń, wynikającym ze sztucznego windowania stawek przez samych pracodawców szukających ratunku w braku rąk do pracy.
Zarobki a realia rynkowe
Choć minimalne wynagrodzenia w ochronie zdrowia wzrosły w ostatnich latach dzięki ustawowym gwarancjom, dysproporcje wciąż bolą wiele grup zawodowych. Pielęgniarki, położne oraz młodszy personel medyczny nierzadko wskazują, że presja inflacyjna i ogromna odpowiedzialność nie idą w parze z poczuciem stabilizacji. Co więcej, coraz większe cieniem na formach zatrudnienia kładą się przepisy dotyczące kontroli umów cywilnoprawnych i kontraktów B2B przez Państwową Inspekcję Pracy. Wielu specjalistów obawia się, że sztywne ramy mogą zmusić ich do reorganizacji dotychczasowej współpracy ze szpitalami.
Jedno jest pewne: bez mądrej reformy zarządzania zasobami ludzkimi, poprawy warunków pracy i realnego spojrzenia na system kształcenia nowych kadr, polska medycyna nadal będzie leczyć objawy, zamiast dotrzeć do źródła choroby.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE