Laserowa sowa nie strzela, ale widzi wszystko. Australia i Japonia testują system Boobook

Strona głównaTechnologia

Laserowa sowa nie strzela, ale widzi wszystko. Australia i Japonia testują system Boobook

Alarm w Wilnie i niespodziewane zawrócenie samolotu LOT. Wszystko przez nietypowy obiekt na radarze
Historyczny cios w głąb Rosji. Ukraińskie drony uderzyły 3000 kilometrów od granicy
Złote żniwa polskiej zbrojeniówki. WB Electronics podwaja zyski i liczy miliardy
Zrobotyzowane fortece na Morzu Południowochińskim. Chiny wyciągają wnioski z walk w Ukrainie
Rosyjskie drony uderzają tuż przy polskiej granicy, a Paryż zaskakuje ruchem w sprawie sankcji
Treść wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.

Wysokoenergetyczny laser, który nie parzy

Gdy słyszymy o wysokoenergetycznych laserach wojskowych, nasza wyobraźnia natychmiast podsuwa kadry z filmów science-fiction. Widzimy potężne wiązki energii, które w ułamku sekundy przetapiają pancerze czołgów albo rozgrzewają roje dronów do czerwoności, aż te spadają na ziemię. Rzeczywistość bywa jednak znacznie bardziej subtelna, choć wcale nie mniej fascynująca.

W sierpniu 2026 roku Australia i Japonie ogłosiły sukces wspólnych prób terenowych. Ich owocem jest projekt Boobook — system nazwany na cześć niewielkiej, rodzimej australijskiej sowy słynącej z doskonałego wzroku po zmroku. To celowe nawiązanie. Ten laser nie ma bowiem nikogo niszczyć. Jego zadaniem jest patrzenie.

Poligon w Australii Południowej i tajna architektura

Próby prototypu zorganizowano w lipcu na terenie poligonu Cultana Training Area oraz w ośrodku badawczym DSTG Edinburgh w Australii Południowej. Całe przedsięwzięcie to kamień milowy: pierwszy w historii tak zaawansowany program współtworzony przez australijski i japoński przemysł obronny.

Za technologią stoi ponad 20 lat krajowych badań nad laserami, prowadzonych przez australijską agencję Defence Science and Technology Group (DSTG), połączonych z optycznym i elektronicznym expertise koncernu Mitsubishi Electric.

Co dokładnie potrafi Boobook? Tego wojskowi wolą nie zdradzać. Architektura systemu pozostaje ściśle tajna:

  • Nie znamy dokładnej mocy lasera,
  • Długość fali i rzeczywisty zasięg wykrywania nie zostały ujawnione,
  • Szczegóły algorytmów przetwarzania sygnału są chronione klauzulą poufności.

Jak działa wojskowy LADAR?

Mimo braku technicznych specyfikacji, zasada działania tego typu sensorów jest powszechnie znana w inżynierii wojskowej. Boobook funkcjonuje jako zaawansowany aktywny sensor optyczny, spokrewniony z technologią LADAR (laserowym odpowiednikiem radaru).

Urządzenie emituje wiązki światła w stronę otoczenia, a następnie rejestruje i analizuje fotony odbite od nadlatujących obiektów. Taki mechanizm pozwala błyskawicznie wychwycić nawet niewielkie, nisko latające drony czy pociski manewrujące, które dla klasycznych radarów mogą pozostać niewidoczne przez ułamek sekundy za długo.

Zainstalowany na pojazdach wojskowych oraz platformach nadbrzeżnych, Boobook ma dramatycznie zwiększyć tzw. świadomość sytuacyjną załogi. Współczesne pole walki nie wybacza opóźnień, a dodatkowe sekundy na reakcję często decydują o życiu lub śmierci ludzi wewnątrz transportera.

Miliony na produkcję i szersza współpraca

Sukces testów to dopiero początek. W ramach komercjalizacji projektu Mitsubishi Electric Australia inwestuje aż 70 milionów dolarów australijskich w stworzenie nowej dywizji obronnej oraz fabryki w Rydalmere koło Sydney.

Projekt Boobook doskonale wpisuje się w zacieśnianie sojuszu między Canbrą a Tokio. Obie potęgi regionalne coraz śmielej łączą siły, dzieląc się poligonami i technologiami rakietowymi, by budować niezależność w obliczu napięć w regionie Indo-Pacyfiku. Wygląda na to, że „laserowa sowa” to dopiero zapowiedź głębszych zmian w tym, jak armie chronią swój sprzęt przed nowoczesnym zagrożeniem z powietrza.

Źródło: Spider's Web

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: