Wysokoenergetyczny laser, który nie parzy
Gdy słyszymy o wysokoenergetycznych laserach wojskowych, nasza wyobraźnia natychmiast podsuwa kadry z filmów science-fiction. Widzimy potężne wiązki energii, które w ułamku sekundy przetapiają pancerze czołgów albo rozgrzewają roje dronów do czerwoności, aż te spadają na ziemię. Rzeczywistość bywa jednak znacznie bardziej subtelna, choć wcale nie mniej fascynująca.
W sierpniu 2026 roku Australia i Japonie ogłosiły sukces wspólnych prób terenowych. Ich owocem jest projekt Boobook — system nazwany na cześć niewielkiej, rodzimej australijskiej sowy słynącej z doskonałego wzroku po zmroku. To celowe nawiązanie. Ten laser nie ma bowiem nikogo niszczyć. Jego zadaniem jest patrzenie.
Poligon w Australii Południowej i tajna architektura
Próby prototypu zorganizowano w lipcu na terenie poligonu Cultana Training Area oraz w ośrodku badawczym DSTG Edinburgh w Australii Południowej. Całe przedsięwzięcie to kamień milowy: pierwszy w historii tak zaawansowany program współtworzony przez australijski i japoński przemysł obronny.
Za technologią stoi ponad 20 lat krajowych badań nad laserami, prowadzonych przez australijską agencję Defence Science and Technology Group (DSTG), połączonych z optycznym i elektronicznym expertise koncernu Mitsubishi Electric.
Co dokładnie potrafi Boobook? Tego wojskowi wolą nie zdradzać. Architektura systemu pozostaje ściśle tajna:
- Nie znamy dokładnej mocy lasera,
- Długość fali i rzeczywisty zasięg wykrywania nie zostały ujawnione,
- Szczegóły algorytmów przetwarzania sygnału są chronione klauzulą poufności.
Jak działa wojskowy LADAR?
Mimo braku technicznych specyfikacji, zasada działania tego typu sensorów jest powszechnie znana w inżynierii wojskowej. Boobook funkcjonuje jako zaawansowany aktywny sensor optyczny, spokrewniony z technologią LADAR (laserowym odpowiednikiem radaru).
Urządzenie emituje wiązki światła w stronę otoczenia, a następnie rejestruje i analizuje fotony odbite od nadlatujących obiektów. Taki mechanizm pozwala błyskawicznie wychwycić nawet niewielkie, nisko latające drony czy pociski manewrujące, które dla klasycznych radarów mogą pozostać niewidoczne przez ułamek sekundy za długo.
Zainstalowany na pojazdach wojskowych oraz platformach nadbrzeżnych, Boobook ma dramatycznie zwiększyć tzw. świadomość sytuacyjną załogi. Współczesne pole walki nie wybacza opóźnień, a dodatkowe sekundy na reakcję często decydują o życiu lub śmierci ludzi wewnątrz transportera.
Miliony na produkcję i szersza współpraca
Sukces testów to dopiero początek. W ramach komercjalizacji projektu Mitsubishi Electric Australia inwestuje aż 70 milionów dolarów australijskich w stworzenie nowej dywizji obronnej oraz fabryki w Rydalmere koło Sydney.
Projekt Boobook doskonale wpisuje się w zacieśnianie sojuszu między Canbrą a Tokio. Obie potęgi regionalne coraz śmielej łączą siły, dzieląc się poligonami i technologiami rakietowymi, by budować niezależność w obliczu napięć w regionie Indo-Pacyfiku. Wygląda na to, że „laserowa sowa” to dopiero zapowiedź głębszych zmian w tym, jak armie chronią swój sprzęt przed nowoczesnym zagrożeniem z powietrza.
Źródło: Spider's Web

KOMENTARZE