Długa droga do sali sądowej
Amerykański wymiar sprawiedliwości po raz kolejny wyznaczył termin procesu w sprawie, która wstrząsnęła współczesnym światem. Jak poinformował wojskowy sąd, 5 czerwca 2028 roku ma ruszyć przewód sądowy przeciwko domniemanemu głównemu architektowi zamachów z 11 września 2001 roku. Chodzi o Khalida Sheikha Mohammeda oraz trzech innych współoskarżonych, którzy od ponad dwóch dekad przebywają w odizolowanym ośrodku detention w bazie w Guantánamo na Kubie.
Sędzia wojskowy, podpułkownik sił powietrznych Michael Schrama, odrzucił wcześniejsze wnioski prokuratury domagającej się rozpoczęcia procesu już na początku 2027 roku. W uzasadnieniu wskazano, że ogromna liczba nierozstrzygniętych kwestii formalnych i dowodowych uniemożliwia tak szybki start. „Realistyczna data musi uwzględniać czas na rozstrzygnięcie sporów wokół dowodów” – podkreślił sędzia, nawiązując m.in. do kontrowersji wokół zeznań wymuszanych w tajnych więzieniach CIA.
Cień tortur i upadłe ugody
Sprawa latami grzęzła w proceduralnym bagnie. Zatrzymany w Pakistanie w 2003 roku Mohammed oraz jego współtowarzysze – Walid bin Attash, Ali Abdul Aziz Ali oraz Mustafa al-Hawsawi – stali się symbolem bezdroży tzw. wojny z terroryzmem. Kluczowym problemem przez lata pozostawał fakt, że kluczowe dowody i pierwsze zeznania oskarżonych uzyskiwano w ramach brutalnych metod przesłuchań stosowanych przez CIA. To sprawiało, że obrona skutecznie blokowała próby ruszenia procesu właściwego.
Sytuację dodatkowo skomplikowały niedawne zawirowania wokół układów o przyznanie się do winy. Jeszcze wcześniej rozważano ugodę, która gwarantowałaby oskarżonym uniknięcie kary śmierci w zamian za dożywocie i zeznania przed rodzinami ofiar. Ostatecznie jednak federalny sąd apelacyjny odrzucił te porozumienia, otwierając drogę do pełnego, choć przerażająwo odległego w czasie procesu przed komisją wojskową.
Ćwierć wieku oczekiwania na sprawiedliwość
Gdy w czerwcu 2028 roku ruszy proces, od tragicznych wydarzeń, w których zginęły prawie 3 tysiące niewinnych osób w Nowym Jorku, Waszyngtonie i Pensylwanii, minie niemal 27 lat. Dla opinii publicznej oraz rodzin ofiar to kolejny rozdział w ciągnącej się bez końca telenoveli prawnej, w której system sprawiedliwości USA boleśnie zderzył się z własnymi błędami proceduralnymi i mroczną historią tajnych operacji wywiadowczych.

KOMENTARZE