Dramat na PGE Narodowym. Australia odebrała Polakom żużlowy Puchar Świata

Strona głównaSport

Dramat na PGE Narodowym. Australia odebrała Polakom żużlowy Puchar Świata

Brązowy medal to dla nich policzek. Czy polski żużel zjadł własny ogon?
Sensacja w PGE Ekstralidze. Bartosz Zmarzlik musiał uznać wyższość rywala z Leszna
Polscy żużlowcy w świetnej formie przed finałem DPŚ na PGE Narodowym

Wielkie ściganie i brutalna weryfikacja w Warszawie

29 sierpnia 2026 roku zapisał się w czarnych kartach współczesnego polskiego speedwaya. Na tymczasowym torze usytuowanym na murawie stołecznego PGE Narodowego rozegrano Finał Drużynowego Pucharu Świata (Speedway World Cup). Biało-Czerwoni pod wodzą Bartosza Zmarzlika przystępowali do zawodów jako murowani faworyci i obrońcy trofeum wywalczonego we Wrocławiu. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna – reprezentacja Australii zepchnęła gospodarzy na dalszy plan, psując wielkie święto kilkudziesięciu tysiącom kibiców.

Przez lata kibice żyli mitami o „klątwie PGE Narodowego”. Choć na obiekcie regularnie organizowano turnieje z cyklu Grand Prix, Polacy rzadko kiedy radzili sobie tam na miarę oczekiwań. Tym razem stawka była jednak inna – klasyczny, sprawdzony format czterech drużyn, czterech zawodników i dwudziestu biegów pełnych walki na styku. Niestety, od samego początku widać było, że kangury skaczą niezwykle wysoko.

Australia poza zasięgiem, koszmarny wieczór Biało-Czerwonych

Od pierwszych wyścigów tempo nadawali Australijczycy oraz silna kadra Danii. Liderzy rywalizacji bezpardonowo wjeżdżali w łuki, zostawiając Polaków w tyle. Nawet kapitan i dominator światowych torów, Bartosz Zmarzlik, dwoił się i troił, wyciągając z maszyny absolutne maksyma, ale brakowało wsparcia ze strony pozostałych reprezentantów.

Punktacja mówiła sama za siebie:

  • Australia kontrolowała przebieg zawodów od deski do deski, pieczętując triumf przed sfinalizowaniem całej serii startów.
  • Dania jechała niezwykle równo, spychając Polaków nawet niżej w klasyfikacji generalnej w trakcie trwania turnieju.
  • Polska, mimo ogromnego dopingu trybun, pogubiła cenne punkty na trasie, co skończyło się bolesną lekcją pokory.

Wielkie aspiracje o dziesiąty w historii złoty medal Drużynowego Pucharu Świata prysły jak bańka mydlana. Zamiast szampana i eksplozji radości na płycie stadionu, w Warszawie zapanowała cisza, którą przerywał jedynie warkot żużlowych maszyn triumfatorów z Antypodów.

Źródło: przegladsportowy.onet.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: