Fala oburzenia po wyroku za tragedię na A1
Tragedia na autostradzie A1 z września 2023 roku wstrząsnęła Polską. Zginęła wówczas trzyosobowa rodzina: małżeństwo oraz ich 5-letni syn. Biegli wyliczyli, że prowadzący BMW Sebastian M. pędził z prędkością przekraczającą 300 km/h. Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim skazał go na 8 lat pozbawienia wolności — co było maksymalnym wymiarem kary w ramach ówczesnych przepisów, na jakie pozwalał dany artykuł Kodeksu karnego (art. 177 § 2).
Wyrok wywołał ogromną społeczny sprzeciw. Dla opinii publicznej i rodzin ofiar ośmioletnia odsiadka za zniszczenie życia niewinnych ludzi to policzek. Zwłaszcza gdy zestawimy to z innymi wyrokami — jak chociażby 20 lat więzienia dla Łukasza Żaka za wypadek na Trasie Łazienkowskiej, gdzie sprawca był pod wpływem substancji odurzających i uciekł z miejsca zdarzenia. W przypadku Sebastiana M. kluczowe okazało się to, że formalnie był trzeźwy, a przepisy nie pozwalały na ostrzejszą kwalifikację prawną.
Apel do marszałkini Senatu. Czego chcą aktywiści?
W odpowiedzi na ten wyrok stowarzyszenie Miasto Jest Nasze postanowiło nie czekać na ruch polityków i skierowało oficjalną petycję do marszałkini Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Aktywiści domagają się rewolucji w prawie i radykalnego zaostrzenia kar w skrajnych przypadkach łamania przepisów ruchu drogowego.
Propozycja MJN zakłada, że sądy powinny mieć możliwość orzekania nawet do 20 lat więzienia w czterech konkretnych, skrajnych okolicznościach:
- Przekroczenie dozwolonej prędkości o ponad 50 km/h w obszarze, gdzie skutkuje to drastycznym zagrożeniem.
- Ignorowanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.
- Udział w nielegalnych wyścigach samochodowych na polskich drogach.
- Potrącenie pieszego znajdującego się na oznakowanym przejściu lub na chodniku.
„Każdy z tych przypadków obejmuje rażące naruszenie przepisów i okazanie lekceważenia dla porządku prawnego, co pozwala na zbudowanie obrazu szczególnej motywacji sprawcy” — argumentują autorzy petycji we wpisach i oficjalnych dokumentach przekazanych do parlamentu.
Czy polskie prawo dogoni rzeczywistość?
Temat tzw. zabójstw drogowych wraca jak bumerang za każdym razem, gdy polskie media obiega informacja o kolejnym tragicznym rajdzie szaleńca na drodze. Choć Ministerstwo Infrastruktury zapowiada surowsze podejście do drogowych bandytów, a politycy coraz śmielej mówią o potrzebie zmian definicji prawnych, karniści wciąż kręcą nosem na zbyt pospieszne zmiany w Kodeksie karnym. Społeczeństwo zdaje się jednak tracić cierpliwość, a inicjatywy takie jak krok Miasta Jest Nasze pokazują, że presja na rządzących będzie stale rosnąć.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE