Nowy termin z Kremla. Rosyjscy generałowie mają czas do końca roku, ale proszą o litość

Strona głównaPolityka

Nowy termin z Kremla. Rosyjscy generałowie mają czas do końca roku, ale proszą o litość

Miedwiediew bez hamulców. Uciekinierów z Rosji nazwał „karaluchami” i odciął im drogę powrotu
Iluzja władzy na Kremlu. W jakiej bańce żyje Władimir Putin?
Kryptonim „M&Ms”. Ambitny plan Ukrainy miał odciąć Moskwę od świata

Kolejny „dzień X” dla Donbasu

Moskwa po raz kolejny przesuwa wskazówki zegara na frontowym zegarze. Jak przekazał zastępca szefa Biura Prezydenta Ukrainy, generał Pawło Palisa, kierownictwo polityczne Federacji Rosyjskiej nakazało swoim wojskom zrealizowanie kluczowego celu strategicznego. Do 31 grudnia rosyjska armia ma dotrzeć do administracyjnych granic obwodów ługańskiego i donieckiego.

To zadanie od lat spędza sen z powiek rosyjskim dowódcom. Choć polityczne ambicje Kremla nie maleją, realia na liczącej około 1200 kilometrów linii frontu skrzypią w posadach.

Generałowie proszą o czas. „Nerealne”

Z informacji ukraińskiego wywiadu i źródeł dyplomatycznych wynika ciekawy konflikt interesów na linii Kreml – sztab generalny. Rosyjscy dowódcy wojskowi doskonale wiedzą, jak wyglądają statystyki. Według doniesień próbują oni przekonać Władimira Putina, że narzucone tempo jest czystą utopią.

Wojskowi mieli oficjalnie poprosić o przesunięcie ostatecznego terminu na 31 marca kolejnego roku. Generał Palisa odnosi się do tego jednak z ogromnym sceptycyzmem:

Moja subiektywna opinia: nawet do 31 marca jest to scenariusz nierealny – zauważył ukraiński dowódca.

Analitycy wojskowi, w tym eksperci z Instytutu Badań nad Wojną (ISW), przypominają, że od początku pełnoskalowej inwazji Kreml wyznaczał podobne „ostateczne terminy” już kilkanaście razy. Żaden z nich nie został dotrzymany. Ukraińska obrona, mimo gigantycznej presji w Donbasie, wciąż utrzymuje kluczowe węzły oporu.

Strefy buforowe i prężenie musскуłów

Poza samym Donbasem, Moskwa nie porzuca planów tworzenia tzw. stref buforowych. Plany te obejmują m.in. pogranicza obwodów charkowskiego, sumskiego czy czernihowskiego. Chodzi o pasy gruntów o głębokości do 20 kilometrów, choć zdaniem ukraińskiego sztabu brakuje tam obecnie realnych, potężnych zgrupowań uderzeniowych zdolnych do natychmiastowej inwazji na szeroką skalę.

Wojna na wyniszczenie trwa, a dynamika starć na większości odcinków frontu wyraźnie zwalnia. Zamiast błyskawicznych przełomów mamy do czynienia z krwawą, pozycyjną młóczką, w której kalendarze polityków rozmijają się z brutalną rzeczywistością okopów.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0