Fenomen sudeckich chat z historią
Zamiast kolejnego anonimowego pudełka z płyty warstwowej na podmiejskim osiedlu – stuletnia chata z drewna i gliny. Na Dolnym Śląsku rośnie rzesza ludzi, którzy porzucają wielkie miasta, by zamieszkać w historycznych domach przysłupowych. To unikalne w skali europejskiej budownictwo, łączące słowiańską tradycję z niemieckimi i czeskimi wpływami z regionu Łużyc, na powrót staje się wizytówką regionu.
Kiedy turyści mkną zatłoczonymi szosami w stronę Karpacza czy Szklarskiej Poręby, co bardziej wnikliwi zjeżdżają w boki – na wąskie, kręte dróżki Pogórza Izerskiego czy Kotliny Jeleniogórskiej. To tam, w zapomnianych niegdyś wsiach, domy „w kratkę” zyskują drugie życie.
Kim są „ruinersi”? Ludzie, którzy wstecznie piszą historię ruin
Wszystko zaczęło się od internetowych grup dyskusyjnych, które przerodziły się w potężny ruch społeczny. Powołana do życia Fundacja Ruinersi na Dolnym Śląsku zrzesza dziś tysiące pasjonatów. Często to oni – nazywani z przymrużeniem oka „ruinersami” – przejmują budynki będące w stanie katastrofalnym.
– Jesteśmy ludźmi, dla których zajęcie się rekonstrukcją sypiącego się budynku wiąże się z całkowitą zmianą w życiu, często przeprowadzką na głuchą prowincję i zmianą profesji – opowiada Darek Borkowski, założyciel fundacji.
Zamiast burzyć i stawiać nowoczesne gargamele, wolą mozolnie wymieniać przegniłe belki, kłaść gliniane tynki i szukać starych kafli. To oni zmienili podejście do remontów na prowincji: zamiast partackiej fuszerki „byle szybciej”, promują rzemiosło i szacunek do oryginalnej tkanki budynku.
Święto na trójstyku granic
Najlepszym dowodem na to, że moda na starą architekturę przestała być niszowym hobby, jest organizowany co roku na przełomie maja i czerwca Dzień Otwartych Domów Przysłupowych. Impreza odbywa się równocześnie w Polsce, Czechach i Niemczech. Właścicielom kilkudziesięciu (a w całym regionie trójstyku nawet kilkuset) obiektów chce się otworzyć drzwi dla cieżskich gości, częstować lokalnymi specjałami i dyskutować o tym, jak legalnie i mądrze zdobywać dotacje na zabytki.
Wydarzenia takie jak strefy rzemiosła w Leśnej czy Bukowcu pokazują, że dawne techniki ciesielskie – z ciosaniem bali toporami na czele – wciąż żyją. Dolny Śląsk przestaje być krainą zapomnianych pustostanów, a staje się żywym laboratorium ochrony dziedzictwa, udowadniając, że w starych domach da się wygodnie żyć.
Źródło: muratordom.pl

KOMENTARZE