Słoneczne wakacje i polityczny cień
Sierpniowy wyjazd na Ibizę miał być zwykłą wyprawą, a urrosł do rangi głośnej afery politycznej. W środę, 26 sierpnia 2026 roku, media huczały od ustaleń Wirtualnej Polski i TVN24 dotyczących spotkania posła Prawa i Sprawiedliwości, Michała Moskala, z Przemysławem Kralem – szefem giełdy kryptowalut Zondacrypto. Sprawa błyskawicznie nabrała tempa, a w mediach zaczerwieniło się od pytań o powiązania polityki z biznesem krypto.
W grze pojawił się również wątek byłego funkcjonariusza CBA, Artura Chodzińskiego, który według doniesień miał towarzyszyć politykowi podczas zagranicznej eskapady. Szybko wyszło na jaw, że tuż po powrocie z słonecznej wyspy poseł Moskal zaangażował się w prace legislacyjne, zgłaszając poprawki do projektu ustawy o kryptoaktywach. Przypadek? Opozycja i komentatorzy kręcą głowami z niedowierzaniem.
Partia rozkłada ręce: „Nic nie wiedzieliśmy”
W obliczu rosnącej presji środowiska politycznego, obóz Zjednoczonej Prawicy zaczął gasić pożar. Radosław Fogiel, w rozmowie z TVP Info, oficjalnie odciął się od całej sytuacji, deklarując z całą mocą: kierownictwo PiS nie miało pojęcia o tym wyjeździe. Podobne nuty brzmią w ustach rzecznika partii, Rafała Bochenka, który podkreśla, że parlamentarzysta nikogo w centrali o planach wycieczkowych nie informował.
- Wyjazd na Ibizę odbył się w sierpniu ubiegłego roku.
- Michał Moskal twierdzi, że działał pro bono w imieniu fundacji.
- Kierownictwo PiS twierdzi, że o spotkaniu dowiedziało się z mediów.
Sam zainteresowany odpiera zarzuty i przekonuje, że cała afera to burza w szklance wody. W mediach społecznościowych skwitował doniesienia krótko: „Miała być bomba. Jest kapiszon”. Zapewnia, że z kontrowersyjnym biznesmenem rozmawiał przelotem, a żadne pieniądze ani korzyści materialne nie wpłynęły na konto jego organizacji.
Kryptowaluty i polityczny brud
Tłumaczenia posła nie przekonują jednak krytyków. W ostrych słowach na temat całej sytuacji wypowiedział się m.in. minister Krzysztof Gawkowski, rzucając cień podejrzenia na standardy poprzedniej ekipy rządzącej. Ludzie po prostu kręcili wielkie lody na kryptoaktywach — grzmią politycy koalicji rządzącej, wytykając posłowi brak przejrzystości i niedopełnienie obowiązków wpisu w Rejestrze Korzyści.
Tymczasem lawina ruszyła. Zeznania i kolejne fakty wychodzące na światło dzienne pokazują, jak cienka granica dzieli sejmowe ławy od słonecznych kurortów, gdzie zapadają decyzje kształtujące polskie prawo finansowe. Czy kierownictwo partii rzeczywiście nic nie wiedziało? W polskiej polityce wersja o „nieświadomej gorsze” rzadko kiedy zamyka usta wyborcom.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE