Prezydencka alternatywa dla rządowych przepisów
Dyskusja wokół walki z pseudomedycyną w Polsce weszła w nową, ostrą fazę. Pod koniec sierpnia 2026 roku prezydent Karol Nawrocki zdecydował o skierowaniu rządowego projektu nowelizacji ustawy o prawach pacjenta — znanego powszechnie jako „lex szarlatan” — do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Równocześnie do Sejmu wpłynęła autorska propozycja głowy państwa, zakładająca m.in. zmiany w Kodeksie karnym i surowe kary do 15 lat pozbawienia wolności za doprowadzenie pacjenta do śmierci.
Inicjatywa natychmiast wywołała burzę ekspertów. Szczególnie krytycznie wypowiedział się dr hab. Mikołaj Małecki, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i twórca portalu DogmatyKarnisty. Prawnik nie pozostawił na propozycji suchej nitki, określając ją mianem „niepoważnego, kazuistycznego gniota”.
„Instrukcja obsługi” zamiast batu na oszustów?
Zdaniem prof. Małeckiego prezydenckie przepisy zupełnie mijają się z celem i zamiast realnie ukrócić proceder żerowania na chorych, dają pseudomedykom gotowe narzędzia obrony. Kluczowy zarzut dotyczy samego sposobu sformułowania nowego typu przestępstwa polegającego na „nakłanianiu” do niekonwencjonalnych metod.
- Brak dotknięcia sedna: Projekt pomija problem masowej dezinformacji medycznej szerzonej w internecie.
- Zbyt wąska definicja: W świetle prawa karne nakłanianie wymaga bezpośredniego i konkretnego działania, co sprytnym oszustom łatwo będzie ominąć.
- Furtka do bezkarności: Zapisy wyłączające z odpowiedzialności m.in. zwykłe doradzanie czy informowanie mogą stać się tarczą dla naciągaczy.
– To puste przepisy, które nie likwidują żadnego realnego problemu. Prezydent zawarł w nich instrukcję obsługi dla szarlatanów, jak uniknąć odpowiedzialności – ostrzega bez ogródek krakowski karnista.
Zderzenie dwóch wizji ochrony pacjenta
Przypomnijmy, że rządowy projekt zakładał m.in. potężne kary finansowe (do 1 miliona złotych) nakładane przez Rzecznika Praw Pacjenta oraz możliwość wydawania natychmiastowych decyzji wstrzymujących szkodliwe praktyki. Zwolennicy linii rządowej argumentowali, że chodzi o szybkie tamowanie groźnych eksperymentów. Z kolei otoczenie prezydenta przekonywało, że pierwotna wersja wrzucała do „jednego worka” zarówno groźnych szarlatanów, jak i uczciwych przedsiębiorców z branży zielarskiej czy dietetycznej.
Tymczasem spór prawny trwa, a pacjenci wciąż czekają na szczelnelne systemowe rozwiązania, które skutecznie odseparują medycynę opartą na dowodach naukowych (EBM) od czystego, bezwzględnego naciągania chorych na ludzkiej desperacji.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE