Sierpień 2026 roku przynosi doniesienia, które rzucają nowe światło na ukraińskie planowanie strategiczne w wojnie z Rosją. Jak ujawnił amerykański magazyn „The Atlantic”, w Kijowie poważnie rozważano przeprowadzenie gigantycznej operacji powietrznej o kryptonimie „M&Ms”. Jej celem nie były jednak bezpośrednio obiekty wojskowe, lecz sparaliżowanie pasażerskiego ruchu lotniczego wokół Moskwy.
Plan zakładał wysyłanie każdej nocy nawet do 1000 tanich, autonomicznych bezzałogowców w kierunku stolicy Rosji. Maszyny miały być sterowane przez zaawansowane algorytmy sztucznej inteligencji (AI), co miało całkowicie wyeliminować potrzebę stałej łączności radiowej z operatorem i uodpornić je na rosyjskie systemy walki radioelektronicznej.
Cel: Elity, Stambuł, Dubaj i presja na Putina
Architektem śmiałej, choć niezwykle ryzykownej koncepcji miał być ówczesny minister obrony Mychajło Fedorow, który potajemnie gromadził zespół programistów i szukał finansowania u zachodnich sojuszników. Założenia operacji były wykalkulowane z zimną krwią.
Chodziło o to, by ciągłym zagrożeniem zmusić zagraniczne linie lotnicze – w tym m.in. gigantów pokroju Turkish Airlines czy Emirates – do całkowitego wstrzymania rejsów do Moskwy. Odcięcie rosyjskich elit politycznych i biznesowych od wygodnych połączeń ze światem miało drastycznie obniżyć komfort życia ludzi wokół Kremla. Twórcy planu liczyli na to, że sfrustrowana oligarchia zacznie wywierać bezpośredni nacisk na Władimira Putina, zmuszając go do ustępstw i negocjacji pokojowych.
Dylemat Zełenskiego i prawne kontrowersje
Pomysł, choć zaawansowany technicznie, budził ogromne obawy natury etycznej i prawnej. Użycie roju „myślących” dronów, które samodzielnie podejmowałyby decyzje o locie bez ostatecznej weryfikacji przez człowieka, zbliżało Ukrainę do niebezpiecznej granicy w prawie humanitarnym konfliktów zbrojnych.
Prezydent Wołodymyr Zełenski miał poważne zastrzeżenia. Największym strachem głowy państwa było ryzyko, że autonomiczny dron omyłkowo uderzy w cywilny samolot pasażerski, co skończyłoby się gigantyczną katastrofą i blamażem wizerunkowym Kijowa. Mimo tych obaw, wiosną i wczesnym latem zezwolono na kontynuowanie prac inżynieryjnych.
Ostatecznie jednak projekt zamrożono. Decydujący cios operacji zadały wewnętrzne przetasowania w ukraińskim rządzie – w lipcu ze stanowiskiem pożegnał się minister Fedorow, co zatrzymało całą inicjatywę. Zagraniczni ekspert ds. bezpieczeństwa wskazują jednak, że technologia wciąż istnieje, a projekt w sprzyjających warunkach mógłby zostać odkurzony w ciągu zaledwie kilku miesięcy.

KOMENTARZE