Kto siedził za kierownicą? Zagadka śmiertelnego wypadku w Wizanach wciąż nierozwiązana

Strona głównaMotoryzacja

Kto siedził za kierownicą? Zagadka śmiertelnego wypadku w Wizanach wciąż nierozwiązana

Koszmar na ulicach Brukseli: Seria krwawych strzelanin i bezradność władz
Koszmar w Nowym Targu: Pijana kierująca ciągnęła psa na łańcuchu za autem
Wrze na szlaku do Morskiego Oka. Blokada drogi, przepychanki z policją i kontrmanifestacja górali

Tragiczny wieczór w wielkopolskich Wizanach

Był 19 grudnia 2020 roku. Wieczorem, na mokrej i ciemnej drodze w miejscowości Wizany (województwo wielkopolskie), rozegrał się dramat, którego skutki polski wymiar sprawiedliwości odplątuje do dzisiaj. Rozpędzony mercedes zjechał z trasy, z impetem uderzył w drzewo, a następnie dachował, niszcząc po drodze ogrodzenie i bramkę boiska sportowego.

Siła uderzenia była potężna. W aucie znajdowało się dwóch młodych mężczyzn – w wieku 23 i 24 lat. Obaj wracali do domów po ciężkiej pracy przy wyrabianiu drzewa. Żaden z nich nie miał zapinanych pasów bezpieczeństwa. W ułamku sekundy obaj wylecieli przez szyby na zewnątrz rozbitego pojazdu.

Jeden zginął, drugi stanął przed sądem

Skutki tego wypadku były bezwzględne. Jeden z mężczyzn zginął na miejscu na skutek odniesionych obrażeń. Drugi przeżył, ale zamiast współczucia spotkał go koszmar sal sądowych. Śledczy postawili mu zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

Problem polega na jednym, fundamentalnym szczególe, którego śledczy do dziś nie potrafią bezdyskusyjnie rozstrzygnąć: kto tak naprawdę prowadził mercedesa?

W warunkach nocnych, przy braku świadków naocznych, przy braku pasów i przy fakcie, że obaj uczestnicy wypadku znaleźli się poza kabiną pojazdu, ustalenie pozycji kierowcy stało się koszmarem dowodowym. Prawa fizyki w tym przypadku zatarły niemal każdy oczywisty ślad.

Gdy brakuje kluczowych dowodów

Tego typu sprawy obnażają bezradność klasycznych metod dochodzeniowo-śledczych. Biegli od rekonstrukcji wypadków drogowych stają przed ścianą, gdy wrak nie zachowuje czytelnych śladów biologicznych na kierownicy lub desce rozdzielczej, albo gdy te ślady wzajemnie się wykluczają. Oskarżenie kogoś o przestępstwo zagrożone surową karą więzienia w sytuacji, gdy równie dobrze ofiara mogła siedzieć za kółkiem, to potężne etyczne i prawne wyzwanie dla sądu.

Procesy o tzw. „zamienione fotele” lub sytuacje, w których nie da się ustalić kierowcy, zdarzają się w polskiej kryminalistyce niezwykle rzadko, ale za każdym razem wywołują ogromne kontrowersje. Czy oskarżony 24-latek rzeczywiście naciskał pedał gazu, czy może los po prostu oszczędził współpasażera, fundując mu jednocześnie proces życia? Odpowiedź na to pytanie wciąż tkwi w martwym punkcie.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: