Proces byłego duchownego rusza w październiku
Już 7 października 2026 roku przed Sądem Okręgowym w Radomiu rozpocznie się proces, który wstrząsnął opinią publiczną w całym kraju. Na ławie oskarżonych zasiądzie Mirosław M., były proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Przypkach na Mazowszu. Śledczy zarzucają mu zbrodnię ze szczególnym okrucieństwem, za którą grozi mu kara od 15 lat pozbawienia wolności do dożywocia.
Oskarżony zostanie doprowadzony na salę rozpraw bezpośrednio z aresztu śledczego, w którym przebywa od momentu zatrzymania w lipcu 2025 roku.
Mroczne tło zbrodni: umowa darowizny i bezdomność
Historia, która doprowadziła do tragedii, buduje gęstą sieć wzajemnych zależności trwających ponad dwie dekady. Zamordowany 68-letni Anatol C. oraz ksiądz Mirosław M. znali się od ponad 25 lat. Kilkanaście lat temu senior przekazał duchownemu działkę gruntową w zamian za obietnicę dożywotniej opieki i dachu nad głową.
Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Ksiądz darowiznę przyjął, ale ze swoich zobowiązań się nie wycofał. W efektu Anatol C. tułał się po noclegowniach i żył w skrajnym ubóstwie. W ostatnich miesiącach życia mężczyzna zaczął głośno domagać się od dawnego znajomego wywiązania się z umowy i znalezienia mu obiecanego lokum. To wywołało eskalację konfliktu. Proboszcz – zmęczony roszczeniami bezdomnego – zaczął planować jego eliminację.
Dwa akty dramatu: od nieudanej próby do egzekucji
Jak ustaliła Prokuratura Okręgowa w Radomiu, lipcowe morderstwo nie było pierwszym zamachem na życie 68-latka:
- 5 czerwca 2025 r.: Duchowny zwabił Anatola C. na polną drogę, nakazując mu rzekome sprawdzenie silnika auta. Gdy ten się schylił, ksiądz uderzył go w głowę. Plany napastnika pokrzyżował jednak przejeżdżający w pobliżu traktorzysta. Wówczas oprawca zabrał rannego na plebanię i wezwał pogotowie, tłumacząc obrażenia nieszczęśliwym wypadkiem z klapą bagażnika.
- 24 lipca 2025 r.: Doszło do finalnej zbrodni. Podczas jazdy samochodem między mężczyznami wywiązała się kłótnia. Duchowny zatrzymał pojazd, wyciągnął z bagażnika siekierę i zaatakował znajomego. Następnie polał ciężko rannego benzyną, podał ogień i odjechał. Biegli potwierdzili, że ofiara płonęła, kiedy jeszcze żyła.
Mimo że sprawa wywołała ogromne poruszenie w Kościele – a arcybiskup warszawski publicznie przepraszał za tę „okropną zbrodnię” – lokalna społeczność nie ukrywa, że relacje z proboszczem od lat były napięte. Biegli psychiatrię orzekli jednak, że w chwili popełnienia czynów Mirosław M. byli w pełni poczytalni. Teraz o jego losie zadecyduje sąd w Radomiu.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE