Geopolityczny wstrząs na Bliskim Wschodzie a polski portfel
Trwająca od końca lutego 2026 roku konfrontacja militarna na Bliskim Wschodzie błyskawicznie obnażyła kruchość globalnych łańcuchów dostaw surowców. Zgodnie z opublikowanym pod koniec sierpnia raportem Centre for Research on Energy and Clean Air (CREA), koszty związane z załamaniem transportu morskiego przerosły pierwotne prognozy analityków. Polska znalazła się w samej czołówce państw, które zapłaciły najwyższą cenę za kryzys w tym kluczowym regionie.
Przez wąskie gardło Cieśniny Ormuz, łączącej Zatokę Perską z otwartymi morzami, przed wybuchem konfliktu przepływało około 20 proc. światowego zapotrzebowania na ropę naftową oraz znaczne wolumeny skroplonego gazu LNG. Gdy szlak został praktycznie sparaliżowany, rynki natychmiast zareagowały gwałtownymi podwyżkami. Croy nafty, oleju napędowego i paliwa lotniczego wystrzeliły w kosmos.
Rachunek grozy: 4,6 miliarda euro na minusie
Z wyliczeń ekspertów CREA wynika, że dodatkowe koszty importu paliw kopalnych, jakie Polska poniosła w okresie od marca do sierpnia 2026 roku, osiągnęły zawrotną kwotę 4,6 mld euro. W przeliczeniu na polską walutę daje to około 20 mld zł.
Co to oznacza w praktyce dla całej gospodarki? Skala tych wydatków przekłada się na równe 0,58 proc. rocznego PKB Polski. W ujęciu bezwzględnym i relatywnym stawia to nasz kraj na jednym z najbardziej eksponowanych miejsc wśród państw Starego Kontynentu. Unia Europejska jako całość zapłaciła za ten kryzys około 66,9 mld euro dodatkowych kosztów brutto.
- Holandia: dodatkowy rachunek o wartości ok. 11,5 mld euro
- Włochy: ok. 10,8 mld euro
- Francja: ok. 9,5 mld euro
- Hiszpania: ok. 8,8 mld euro
- Polska: ok. 4,6 mld euro (20 mld zł)
Co istotne, astronomiczne kwoty nie wynikają ze zwiększonego zapotrzebowania na surowce. Wolumeny importu pozostały na zbliżonym do wcześniejszego poziomu — za tę samą ilość energii gospodarki europejskie musiały po prostu zapłacić drastycznie wyższą stawkę.
Kto cierpi najbardziej?
Wzrost cen uderzył w najczulsze punkty europejskiego i polskiego transportu. Szczególnie bolesny okazał się skok cen oleju napędowego, kluczowego dla branży logistycznej, transportu ciężarowego oraz rolnictwa. Lokalne firmy przewozowe oraz mniejsi konsumenci natychmiast odczuli to przy dystrybutorach. Jak zauważają analitycy rynkowi, nawet chwilowe tarcze osłonowe czy korekty podatkowe nie są w stanie zamaskować strukturalnej słabości państw opartych na importowanych paliwach kopalnych.
Choć pod koniec sierpnia na horyzoncie pojawiły się nieśmiałe sygnały dyplomatyczne — m.in. rozmowy Iranu z Omanem na temat powołania tymczasowego, bezpiecznego korytarza żeglugowego — rynki pozostają w stanie głębokiej niepewności. Każdy dzień eskalacji oznacza kolejne miliardy uciekające z krajowych gospodarek wprost do kieszeni eksporterów ropy.
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE