Wpadka z generatorem tekstu na sali sądowej
Wyobraź sobie, że czytasz oficjalne orzeczenie sądu w swojej sprawie i nagle natrafiasz na passus zaczynający się od słów: „Doskonale. Jestem do twojej dyspozycji. Skonstruuję akapit w stylu wyroku…”. Brzmi jak żart? Dokładnie taka sytuacja wydarzyła się we Włoszech, gdzie sędzia pokoju z miasteczka Oristano na Sardynii zapomniał usunąć z gotowego dokumentu fragmentu bezpośredniej konwersacji z chatbotem opartym na sztucznej inteligencji.
Gdy dokument trafiał w ręce prawników przegrantej firmy, ci natychmiast podskoczyli z krzeseł. Odkrycie cyfrowego śladu wywołało natychmiastową reakcję. Sprawa stała się podręcznikowym przykładem technologicznej gafy w wymiarze sprawiedliwości.
Sąd apelacyjny łaskawy dla technologii
Sprawa w trybie odwoławczym trafiła do Sądu Apelacyjnego w Cagliari. Prawnici skaranego przedsiębiorstwa domagali się uchylenia orzeczenia, grzmiąc o „oczywistym nadużyciu” i niedopuszczalnym wspieraniu się algorytmami przy rozstrzyganiu sporów prawnych.
Sędziowie z Cagliari podeszli do tematu jednak ze sporym dystansem, wydając decyzję, która zaskoczyła wielu obserwatorów. Orzekli, że obecność fragmentu dialogu z chatbotem – choć niezręczna i kompromitująca – wcale nie dowodzi, iż sędzia oddał całe orzecznictwo w ręce sztucznej inteligencji. Rola narzędzia została uznana za czysto marginalną i redakcyjną, a ostateczna decyzja – co podkreślono w uzasadnieniu – wciąż należała do człowieka.
Granice wyznaczone przez włoskie prawo
Całe wydarzenie idealnie wpisuje się w szerszą debatę o granicach cyfryzacji w europejskich sądach. Warto przypomnieć, że we Włoszech obowiązują konkretne rregulacje prawne wprowadzone w **2025 roku**, które precyzyjnie określają zasady korzystania z technologii generatywnych w sądownictwie.
- AI może służyć wyłącznie do działań przygotowawczych i pomocniczych.
- Prawo do interpretacji przepisów oraz oceny materiału dowodowego jest wyłącznie domeną sędziego.
- Delegowanie funkcji orzeczniczych na algorytmy jest bezwzględnie zakazane.
To jeszcze nie koniec batalii
Mimo że sąd w Cagliari przymknął oko na wpadkę z wklejonym promptem, sprawa wcale nie jest zamknięta. Niezrażeni obrońcy skazanej spółki zapowiedzieli, że nie odpuszczą i **skierują sprawę do włoskiego Sądu Najwyższego**.
Tam linia obrony ma opierać się na twardym twierdzeniu, że bezkrytyczne kopiowanie fragmentów dialogu z maszyną to rażący błąd proceduralny, który dyskwalifikuje całe postępowanie. Cyfrowa puszka Pandory w sądach została otwarta na dobre, a kolejne instancje będą musiały postawić ostrzeższe granice tam, gdzie ludzka wygoda spotyka się z cyfrową bot-kulturą.

KOMENTARZE