Polityczny nokaut pod Wawelem
Wrzesień 2026 roku przyniósł poważny kryzys w krakowskich strukturach Konfederacji. Przedterminowe wybory na prezydenta Krakowa — rozpisane po majowym referendum, w którym mieszkańcy odwołali dotychczasowego włodarza miasta — miały być areną silnego zaznaczenia obecności prawicy. Zamiast tego doszło do spektaklu niekompetencji. Kandydat ugrupowania, Bartosz Bocheńczak, nie zdołał skutecznie zarejestrować swojego komitetu z powodu lawiny błędów na listach poparcia. Zamiast wymaganych poprawnych podpisów, komisja wykryła tysiące pomyłek.
Reakcja władz partyjnych była natychmiastowa i niezwykle ostra. Sławomir Mentzen, jeden z liderów formacji, nie próbował pudrować rzeczywistości.
„Absolutna żenada” i piłkarskie analogie
Występując w mediach, Mentzen nie gryzł się w język. Użył ostrych słów, określając całą sytuację mianem „absolutnej żenady, kompromitacji i frajerstwa”, co bezpośrednio nawiązywało do kultowych nagłówków prasowych po sportowych klęskach polskiej reprezentacji. Oberwało się lokalnym strukturom, a sam krakowski działacz szybko pożegnał się z funkcją prezesa okręgu.
Największe poruszenie wywołało jednak osobliwe porównanie, na które zdecydował się lider Nowej Nadziei:
– Bartka Bocheńczaka bym porównał do Dawida Beckhama, który nie strzelił kiedyś ważnego karnego w meczu reprezentacji. Beckham polskiej polityki, ale karnego nie strzelił w bardzo ważnym meczu. To jest prawda.
Mentzen przyznał, że osobiście postawił na Bocheńczaka i obdarzył go dużym zaufaniem, m.in. ze względu na jego wcześniejszą rolę szefa sztabu w kampanii prezydenckiej. Ostatecznie jednak uznał, że doszło do fatalnych błędów personalnych. – Zaufał niewłaściwym ludziom – skwitował.
Gdzie leży granica odpowiedzialności lidera?
Kiedy w przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się pytania, dlaczego wierhuška partii nie skontrolowała procesu zbierania podpisów osobiście, Mentzen odciął się od takiej narracji. Podkreślił, że jego zadaniem jako prezesa ogólnokrajowego ugrupowania nie jest fizyczne „stanie na ulicy w Krakowie i naganianie wyborców”.
Wpadka w stolicy Małopolski obnażyła jednak głębsze podziały i tarcia wewnątrz samej Konfederacji. Podczas gdy stronnictwo wyciąga surowe konsekwencje i kieruje sprawy nieuczciwych lub nieudolnych działaczy do sądu partyjnego, polityczni rywale oraz wewnętrzni konkurencja nie kryją satysfakcji z krakowskiego potknięcia Mentzena.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE