Krakowska dogrywka bez nadziei na zmianę
Wybory przedterminowe w Krakowie nabierają rumieńców, ale dla jednego z obozów politycznych kampania zakończyła się, zanim na dobre wystartowała. We wrześniu 2026 roku Komisarz Wyborczy w Krakowie, Dagmara Daniec-Cisło, oficjalnie zamknęła etap rozpatrywania odwołań komitetów, które nie zdołały zebrać wymaganej przepisami liczby poparcia. Wśród odrzuconych znalazł się m.in. Bartosz Bocheńczak, kandydat popierany przez Konfederację.
Nadzieje polityka i jego sztabu wiązały się z ponownym przeliczeniem list poparcia. Okazało się jednak, że procedury przyniosły rezultat wręcz odwrotny do zamierzonego. Dystans do wymaganego progu nie tylko się nie zmniejszył – on drastycznie wzrosł.
Miało być blisko, wyszła katastrofa
Zgodnie z polskim kodeksem wyborczym, aby zarejestrować się w wyścigu o fotel prezydenta Krakowa, należało dostarczyć co najmniej 3 tysiące ważnych podpisów. W pierwszym podejściu Miejska Komisja Wyborcza zweryfikowała 5033 podpisy, uznając 2878 z nich za poprawne, a odrzucając 2155. Wówczas Bocheńczakowi brakowało do szczęścia zaledwie 122 głosów.
Polityk złożył odwołanie, licząc na błąd komisji i korektę wyniku. Urzędnicy sprawdzili dokumenty po raz drugi – tym razem weryfikując 5034 pozycje. Efekt? Liczba prawidłowych podpisów spadła do 2745, a kwestionowanych wzrosła do 2289. Tym sposobem deficyt urósł z 122 do aż 255 brakujących głosów.
Dlaczego podpisy lądowały w koszu?
Skala odrzuceń w krakowskich strukturach Konfederacji poraża. Głównym grzechem okazała się biurokracja i niedbalstwo przy zbieraniu poparcia. Najwięcej, bo aż 686 podpisów, odrzucono z powodu rozbieżności między adresem podanym przez wyborcę a tym figurującym w Centralnym Rejestrze Wyborców.
Kolejne grzechy główne to:
- 588 przypadków – brak czynnych praw wyborczych u osób składających podpis,
- 336 przypadków – błędny, niepełny lub całkowicie nieczytelny numer PESEL,
- 178 przypadków – podwójne, wielokrotne poparcie udzielone przez tę samą osobę,
- Ponad 100 wpisów z błędnymi imionami, nazwiskami lub nieczytelnymi adresami.
Polityczne trzęsienie ziemi i personalne konsekwencje
Wpadka w stolici Małopolski odbiła się szerokim echem w Warszawie. Dla Konfederacji brak własnego kandydata w tak dużym mieście to potężny cios wizerunkowy, zwłaszcza że w kampanię inwestowano znaczne środki, organizując pikniki i wizyty partyjnych liderów. Sławomir Mentzen nie czekał na rozwój wypadków i błyskawicznie wyciągnął surowe konsekwencje wobec krakowskich struktur.
Oprócz Bocheńczaka z wyścigu wyborczego – również z powodu problemów z podpisami – wylądował m.in. był prezes NIK Marian Banaś. Ostatecznie o fotel prezydenta Krakowa powalczy ośmioro zarejestrowanych kandydatów, a Konfederacja musi przełknąć gorzką pigułkę i zastanów się, gdzie popełniono błąd na poziomie podstawowej pracy u podstaw.

KOMENTARZE