Wielka próba sił polskiej kardiologii
Choroby układu krążenia wciąż zbierają w Polsce najkrwawsze żniwo. Statystyki pozostają bezlitosne: schorzenia sercowo-naczyniowe odpowiadają za ponad 40% wszystkich zgonów w kraju, co rocznie oznacza nawet 180 tysięcy ludzkich istnień. Na nadciśnienie tętnicze cierpi w Polsce około 11 milionów osób, a z niewydolnością serca zmaga się ponad 1,2 miliona pacjentów.
W obliczu tych danych kluczowym ruchem systemowym stało się wdrożenie rozwiązań opartych na ustawie o Krajowej Sieci Kardiologicznej (KSK). System ma jedno zadanie: ukrócić chaos diagnostyczny, skrócić koszmarne kolejki do specjalistów i zdefiniować jasną ścieżkę pacjenta od gabinetu lekarza POZ aż po wysokospecjalistyczny ośrodek kardiochirurgiczny.
Pieniądze, KPO i cyfrowy przełom
System to jednak nie tylko teoria, ale przede wszystkim zimna księgowość i twarda infrastruktura. W ramach wsparcia z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) ruszyły potężne inwestycje sprzętowe i cyfrowe. Pod koniec marca Ministerstwo Zdrowia zatwierdziło zaktualizowaną listę rankingową dla pierwszego poziomu zabezpieczenia KSK, przeznaczając blisko 378 milionów złotych na modernizację i zakup nowoczesnego sprzętu medycznego dla ponad 240 placówek.
Równolegle rosną ogólne nakłady finansowe. O ile w 2022 roku na świadczenia kardiologiczne przeznaczano 6,8 mld zł, o tyle budżet ten wzrosł do ponad 10,7 mld zł. Kluczowym narzędziem ma być także Elektroniczna Karta Opieki Kardiologicznej (EKOK), która eliminuje dublowanie badań i daje lekarzom natychmiastowy wgląd w historię leczenia chorego.
Zagrożenia i systemowe bolączki
Mimo optymistycznych zapowiedzi, środowisko medyczne nie patrzy w przyszłość bez obaw. Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, prof. Marek Gierlotka, zwraca uwagę na fundamentalny problem: brak płynnych mechanizmów pozwalających na swobodne przesuwanie funduszy bezpośrednio za pacjentem. Eksperti obawiają się, że mniejsze ośrodki pierwszego i drugiego poziomu mogą nie wytrzymać presji finansowej, co sparaliżuje całą reformę u samych jej podstaw.
Do tego dochodzi niski poziom zgłaszalności na badania profilaktyczne. Polacy wciąż rzadziej niż powinni korzystają z darmowych pakietów diagnostycznych, a profilaktyka wtórna kuleje zwłaszcza wśród mężczyzn, którzy żyją krócej i drastycznie rzadziej kontrolują stan swojego zdrowia. Bez zmiany nawyków społecznych i uszczelnienia budżetów mniejszych placówek, nawet najlepiej zaprojektowana sieć szpitali pozostanie jedynie papierowym sukcesem.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE