Głodówka w Sanoku eskaluje. Kilkadziesiąt osób protestuje w szpitalu

Strona głównaZdrowie

Głodówka w Sanoku eskaluje. Kilkadziesiąt osób protestuje w szpitalu

Kryzys w ochronie zdrowia oczami eksperta. Dlaczego polski system tonie?
Jesienne szczepienia na COVID-19 w Polsce. Znamy konkretne terminy dostaw i wytyczne
Niepłodność w Polsce: Tysiące dzieci z rządowego in vitro, ale system wciąż zatyka się pod koniec roku
Koniec pewnej epoki w Miastku. Szpital na dnie zadłużenia i dramat pacjentów
Zarobki medyków pod lupą. Rekordowe kwoty i nowe limity w polskiej służbie zdrowia
Treść wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.

Dramatyczna sytuacja w sanockim szpitalu

Trwający od 8 października 2026 roku protest głodowy w Szpitalu Specjalistycznym w Sanoku wchodzi w coraz bardziej ostrą fazę. Początkowo do formy skrajnego sprzeciwu przystąpiły zaledwie cztery osoby, jednak z dnia na dzień skala determinacji załogi gwałtownie rosła. W proteście bierze udział już około 50 pracowników reprezentujących różne grupy zawodowe. Sytuacja jest na tyle poważna, że niektórzy uczestnicy z wycieńczenia trafili pod kroplówki, a nawet na Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR).

Protestujący zdecydowali się na drastyczne zaostrzenie formy protestu. Początkowo posilali się wodą i sokami, obecnie jednak piją wyłącznie czystą wodę. Pomimo pogarszającego się stanu zdrowia – zawrotów głowy, omdleń i skrajnego osłabienia – wielu z nich po opuszczeniu SOR-u i przyjęciu kroplówek wraca na materacu rozłożone w szpitalnych korytarzach, by kontynuować głodówkę. Co więcej, protest ma charakter rotacyjny: część personelu po zakończeniu swojego dyżuru przy łóżkach chorych natychmiast wraca do formy protestu.

Jeden postulat i mur nie do przebicia

Żądania związkowców są niezmienne i niezwykle konkretne. Mają tylko jeden główny postulat: natychmiastowe odwołanie dyrektorki placówki, Wioletty Kacperskiej. Atmosfera podczas wielogodzinnych rozmów z władzami powiatu gęstnieje. Kolejne tury negocjacji kończą się fiaskiem i odbijaniem piłeczki.

– Na ten moment nie ma żadnego przełomu. Mamy jeden postulat i chcemy go spełnić (…). Mam wrażenie, że rozmawialiśmy o niczym – kwituje wprost Małgorzata Sawicka, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Z drugiej strony stoi mur samorządowy. Starosta sanocki Robert Pieszczoch twardo stoi na stanowisku, że nie widzi podstaw do odwołania dyrekcji. Argumentuje to dramatyczną kondycją finansową lecznicy – zadłużenie szpitala przekracza 220 milionów złotych. Nowa szefowa, która objęła stanowisko pod koniec sierpnia, wdrożyła bolesny plan naprawczy. W jego ramach wypłaty wynagrodzeń od sierpnia obcięto do 70 procent należnych kwot, zwolniono już 65 osób, a kolejne kilkadziesiąt otrzymało wypowiedzenia.

Konflikt wchodzi na poziom prawny i ogólnokrajowy

Władze powiatu próbują przeciwdziałać kryzysowi nie tylko słownie. Starosta sanocki powołał się na opinie prawne sugerujące, że osoby prowadzące głodówkę i fizycznie osłabione nie powinny pełnić obowiązków medycznych z uwagi na bezpieczeństwo pacjentów – w związku z czym polecił dyrekcji jak najszybciej odsunąć protestujących od pracy. Związkowcy uznają te słowa za eskalację konfliktu i próbę zastraszenia załogi.

Tymczasem w powietrzu wisi rozszerzenie protestu na skalę krajową. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP) zapowiada, że jeśli sprawa nie zostanie rozwiązana lokalnie, do Sanoka ruszy fala wsparcia z całego kraju, a akcja przerodzi się w ogólnopolski protest solidarnościowy. Sytuacja w Bieszczadach staje się symbolem głębokiego kryzysu polskiego ratownictwa i szpitali powiatowych, gdzie walka o przetrfinowanie finansowe ściera się z ludzką godnością i prawami pracowników.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: