Wielki powrót legendy na BlizzConie
Podczas trwającego w Anaheim konwentu BlizzCon 2026 studio Blizzard Entertainment zrzuciło prawdziwą bombę relacyjną. Po latach spekulacji i głębokiej ciszy wokół jednej z najważniejszych marek w historii elektronicznej rozrywki, kultowy StarCraft oficjalnie powraca. Fani czekali na ten moment szmat czasu – poprzednia pełnoprawna odsłona, czyli StarCraft II: Legacy of the Void, ukazała się przecież w 2015 roku.
Tyle że radość może szybko ustąpić miejsca zaskoczeniu, a u niektórych wręcz konsternacji. Słynna seria, która przez dekady definiowała gatunek strategii czasu rzeczywistego (RTS) i budowała fundamenty pod globalny e-sport, tym razem całkowicie zmienia skórę.
Koniec ze strategią. Czas na strzelankę z otwartym światem
Zamiast mikrozarządzania bazami i armią Zealotów czy Zerglingów, dostaniemy coś zupełnie innego. Nowy projekt, który powstaje pod roboczym tytułem lub jako po prostu StarCraft (w mediach określany też jako StarCraft Dominion), będzie fabularną strzelanką z otwartym światem. Za stery projektu wszedł Dan Hay, znany wcześniej z pracy nad serią Far Cry w ubiorku.
Akcja gry ma rozegrać się w dobrze znanym sektorze Koprulu, około 70 lat po wydarzeniach z drugiego Blizzarda RTS-a. Zaprezentowany na scenie trzyminutowy zwiastun kinowy nie pozostawił złudzeń co do tonu produkcji – mroczny, brutalny klimat terrańskiego rekruta rzuconego w sam środek piekła wojny z Zergami ocieka ludzkim brudem i bezkompromisowością. W tle przewijają się motywy znane z dawnych lat, ale podane w całkowicie nowej, bliższej akcji formie.
Premiera dopiero w 2030 roku. Skąd tak wczesna zapowiedź?
Największym szokiem dla społeczności okazała się jednak ogłoszona data debiutu. Blizzard celuje w wydanie gry dopiero w 2030 roku. Cztery lata czekania od pierwszej zapowiedzi to szmat czasu – fani żartują w internecie, że gra ukaże się równo dwie dekady po premierze drugiej części, jeśli liczyć główne cykle.
Dlaczego gigant decyduje się na tak wczesne odkrycie kart? Szefowa studia, Johanna Faries, tłumaczyła w wywiadach, że kierownictwo chce pokazać pełne zaufanie do swoich nadchodzących gigantycznych projektów. Nie bez znaczenia były też wszechobecne przecieki – plotki o nowym shooterze w uniwersum krążyły w branży od miesięcy, więc trzymanie czegokolwiek w tajemnicy dłużej nie miało najmniejszego sensu.
Czy odważny zwrot w stronę strzelanek uratuje markę i przyciągnie tłumy, czy też odrzuci weteranów pamiętających lata świetności pierwszego i drugiego StarCrafta? Czasu na przemyślenia mamy aż nadto – w końcu do 2030 roku w świecie gier może zmienić się absolutnie wszystko.
Źródło: Gry w INTERIA.PL

KOMENTARZE