Wielki mistrz i prociutki problem na bramkach
Mogło się wydawać, że człowiek-instytucja, jakim bez wątpienia jest Mariusz Pudzianowski, ma pod kontrolą każdą sytuację. A jednak. Były strongman, a obecnie zawodnik MMA, wybrał się w podróż samochodem i boleśnie przekonał się o złośliwości rzeczy martwych. Kiedy dojechał do płatnych bramek w okolicach Konina, okazało się, że utknął w pułapce bez wyjścia.
– Wjeżdżam sobie na bramkę i hmm… otwieram schowek, nie ma portfela, nie ma pieniędzy, nie ma kart płatniczych, nie ma nic. Zostały w drugim samochodzie – opowiadał z rozbawieniem na nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych.
Sznurek aut i brak gotówki. Z pomocą przyszli fani
Za autem Pudzianowskiego błyskawicznie ustawił się spory korek. W takich chwilach człowiek najchętniej zapadłby się pod ziemię. Żadnego bankomatu w pobliżu, aplikacji do płatności pod ręką też brak, a w kieszeni wiatr – w całym pojeździe udało się wyszukać raptem 5 złotych. Do pokonania było jednak kilka kolejnych punktów poboru opłat.
– Sznurek za Mariuszem się zrobił i teraz co tu zrobić? Obciach jak nie wiem – relacjonował bez owijania w bawełnę.
Gdy próbował nerwowo wycofać pojazd spod szlabanu, z pomocą ruszyli… wierni kibice. Zamiast kręcić nosem, rozpoznali byłego mistrza i podeszli z prośbą o pamiątkową fotkę. Wtedy „Pudzian” złożył im nietypową ofertę.
– Może pożyczylibyście mi z 200 złotych, bo nie ma za co przejechać za bramki? – rzucił do zaskoczonych chłopaków.
Obietnica rewanżu i legendarny koniak
Transakcja wiązana doszła do skutku błyskawicznie. Sprytny fan poratował siłacza gotówką, a w zamian otrzymał numer telefonu do sportowca. Pudzianowski publicznie zadeklarował, że pożyczone pieniądze odda błyskawicznie, a w ramach podziękowań dołączy do nich dobry koniak. Cała historia, choć zaczęła się od sporego stresu, pokazała, że nawet w erze wszechobecnych kart płatniczych tradycyjna gotówka i ludzka życzliwość potrafią uratować z największej opresji.

KOMENTARZE