Tragedia na krakowskim Podgórzu
Sobotni wieczór 22 sierpnia 2026 roku zapisał się jako jedna z najbardziej wstrząsających chwil w niedawnej historii Krakowa. Przed godziną 18:00 w rejonie skrzyżowania ulic Solnej i Nadwiślańskiej doszło do dramatu, który poruszył całą Polskę. 26-letni kierowca osobowego volkswagena, Hubert B., stracił panowanie nad pojazdem. Rozpędzone auto zjechało z jezdni wprost na chodnik, uderzając z ogromną siłą w trzyosobową rodzinę spacerującą z wózkiem.
Mimo natychmiastowej interwencji służb ratunkowych i przewiezienia do szpitala, życia 32-letnich rodziców nie udało się uratować. Oboje doznali obrażeń bezpośrednio zagrażających życiu. W wózeczku znajdowało się ich zaledwie **ośmiomiesięczne dziecko**, które w ciężkim stanie trafiło pod opiekę lekarzy. Przez kilkadziesiąt godzin maluch walczył o przetrwanie.
Jest przełom ws. stanu zdrowia małego chłopca
W niedzielę ze szpitala i prokuratury zaczęły napływać pierwsze nieco bardziej optymistyczne wiadomości. Jak potwierdził prok. Mariusz Boroń z Prokuratury Okręgowej w Krakowie w rozmowie z dziennikarzami „Faktu”, **stan zdrowia osieroconego chłopca jest stabilny**. Dziecko ma uraz m.in. rączki i nóżki, które założono w gips, jednak najgorszy, krytyczny scenariusz, którego obawiali się medycy, na szczęście się nie ziścił.
Wokół malucha natychmiast zmobilizowała się rodzina. O tragicznych losach dziecka głośno zrobiło się również w mediach społecznościowych, gdzie głos zabierali m.in. lokalni mieszkańcy i celebryti. Przekazano, że o chłopca dbają najbliżsi krewni, w tym dziadki oraz ciocia (siostra zmarłej matki).
Co ustaliła prokuratura i biegli?
Śledczy pracujący na miejscu tragedii zabezpieczyli ślady oraz przesłuchali świadków. Badania alkomatem wykazały, że 26-letni kierowca volkswagena **był trzeźwy**, pobrano od niego jednak krew do dalszych toksykologicznych analiz. Trzech pasażerów podróżujących razem z mężczyzną zostało przesłuchanych i zwolnionych do domu.
Kluczowa dla sprawy okazała się wstępna opinia biegłego ds. rekonstrukcji wypadków drogowych. Wynika z niej jednoznacznie, że **główną przyczyną tragedii była nadmierna prędkość**.
- Auto pędziło z prędkością „dużo wyższą” niż dozwolona w tym rejonie.
- Śliska nawierzchnia w połączeniu z brawurą doprowadziła do całkowitej utraty kontroli nad pojazdem.
- Kierowca w poniedziałek rano zostanie doprowadzony do Prokuratury Rejonowej Kraków-Podgórze, gdzie usłyszy zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym.
Za przestępstwo to 26-latkowi grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Okoliczności te budzą ogromny społeczny gniew oraz dyskusję na temat szaleńczej jazdy w obszarach zurbanizowanych.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE