Brukselska machina finansowa zderzyła się ze ścianą
W sobotę, 10 października 2026 roku, irlandzka prezydencja w Radzie Unii Europejskiej przedstawiła długo wyczekiwany projekt kompromisowy dotyczący nowych Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2028–2034. Dokument miał pogodzić wodę z ogniem: ambicje Brukseli z żądaniami państw, które najwięcej łożą do unijnej kasy. Zamiast przełomu wybuchła jednak kolejna awantura.
Propozycja zakładała cięcia w wysokości 141 mld euro, co oznaczało redukcję wydatków o 8 proc. w stosunku do pierwotnych planów Komisji Europejskiej. Łączna kwota miała zamknąć się w okolicach 1,6 bln euro. Dla unijnych „jastrzębi” fiskalnych to jednak o wiele za mało.
„Nierozsądne” liczby i natychmiastowy zwrot adresatowi
Grupa państw oszczędnych, potocznie nazywana w kuluarach „skąpцами”, nie zostawiła na irlandzkim kompromisie suchej nitki. Reakcje polityków z północy i zachodu Europy były wyjątkowo ostre.
Szwedzka minister ds. europejskich Jessica Rosencrantz wprost nazwała przedstawione cyfry „nierozsądnymi”. Na platformie X napisała bez ogródek, że proponowany wzrost wciąż jest nieosiągalny, a Szwecja zamierza walczyć o „lepszy budżet, a nie większy”.
Wtórował jej minister finansów Holandii, Eelco Heinen, który oświadczył, że przy takich warunkach szansa na porozumienie przed końcem roku po prostu nie istnieje. – Odsyłamy tę propozycję natychmiast z powrotem – skwitował dosadnie. Głos zabrał także kanclerz Niemiec Friedrich Merz, przypominając, że unijny budżet muszą udźwignąć ci, którzy ponoszą główny ciężar jego finansowania.
Gdzie uderzyły cięcia i co na to Polska?
Irlandzki kompromis próbował manewrować między wydatkami na nowo rodzące się priorytety – takie jak obronność, bezpieczeństwo czy innowacje technologiczne – a tradycyjnymi filarami unijnymi, czyli polityką spójności i rolnictwem. Paradoksalnie, cięcia dotknęły m.in. obszarów konkurencyjności, co z kolei spotkało się z krytyką państw wskazujących na rosnącą presję geopolityczną i technologiczną.
Dla Polski sytuacja ma kluczowe znaczenie. Zgodnie z zapowiedziami, wiceminister spraw zagranicznych Ignacy Niemczycki potwierdził, że nasz kraj utrzymuje największą alokację w przyszłej unijnej krasie, a tzw. koperty narodowe na politykę spójności i rolnictwo pozostały nietknięte względem wcześniejszych założeń. Warszawa obawia się jednak, że dalsze piłowanie budżetu pod naciskiem „skąpców” zagrozi unijnym ambicjom i stabilności finansowania.
Przed Brukselą miesiące trudnych przepychanek. Bez twardego kompromisu finansowego Wspólnocie grozi paraliż decyzyjny w kluczowym dla jej przyszłości momencie.
Źródło: Ekonomia – Ekonomia w RMF24

KOMENTARZE