Niemiecki kanclerz bierze stery. Powstał unijny sojusz przeciwko gigantycznemu budżetowi Wspólnoty

Strona głównaPolityka

Niemiecki kanclerz bierze stery. Powstał unijny sojusz przeciwko gigantycznemu budżetowi Wspólnoty

Fitch trzyma rękę na pulsie. Rating Polski bez zmian, ale perspektywa wciąż w cieniu
Centralny Rejestr Umów rewolucjonizuje polskie uczelnie. Ekspert wskazuje kluczowe wyzwania
Budżetowy falstart wciąż tradycją. Czy Donald Tusk zdąży przed sylwestrem?

Wielka kasa i twarde zderzenie z rzeczywistością

Negocjacje nad nowym, wieloletnim budżetem Unii Europejskiej na lata 2028–2034 weszły w niezwykle gorącą fazę. Propozycja przedstawiona przez Komisję Europejską, opiewająca na blisko 2 biliony euro, wywołała burzę w europejskich stolicach. Dla największych płatników netto to czysty absurd i finansowe nieporozumienie.

Z inicjatywy kanclerza Niemiec Friedricha Merza w Berlinie doszło do kloksycznego spotkania przywódców państw zaliczanych do tzw. „sojuszu oszczędnych”. Niemcy, Austria, Dania, Finlandia, Holandia i Szwecja zjednoczyły siły, mówiąc jednym głosem: proponowane kwoty muszą zostać drastycznie obcięte.

Berlin mówi dość. „Te liczby są abstrakcyjnie wysokie”

Friedrich Merz nie patyczkuje się w ocenie unijnych planów. Podczas spotkania z liderami państw oszczędnych oraz mediami kanclerz wprost określił unijny projekt mianem „abstrakcyjnie wysokiego” i całkowicie niedostosowanego do obecnych realiów gospodarczych. Kraje tworzące ten blok finansują około 40 procent całego europejskiego budżetu, co daje im potężną siłę przetargową.

Główne założenia i żądania koalicji oszczędnościowej obejmują:

  • Cięcia rzędu kilkuset miliardów euro w stosunku do pierwotnych planów Komisji Europejskiej.
  • Bezwzględny sprzeciw wobec dalszego, wspólnego zadłużania Unii Europejskiej.
  • Krytykę planów zatrudnienia 2,5 tysiąca nowych urzędników w unijnych instytucjach w czasie, gdy państwa członkowskie zaciskają pasa.
  • Przesunięcie środków na kluczowe priorytety, takie jak obronność, bezpieczeństwo oraz europejska konkurencyjność.

„Nie jesteśmy skąpi, ale tego typu alokacja po prostu nie pasuje do czasów, w których żyjemy” — grzmiał Merz, przypominając, że same Niemcy wdrażają bolesny proces redukcji administracji publicznej.

Zegar tyka, a kompromis wydaje się odległy

Polityczna gra toczy się o bardzo wysoką stawkę. Bruksela i przewodniczący Rady Europejskiej António Costa próbują znaleźć złoty środek, naciskając na zamknięcie negocjacji jeszcze przed końcem roku – m.in. w obawie przed zawirowaniami politycznymi i zbliżającymi się wyborami we Francji.

Zadanie to wydaje się jednak ekstremalnie trudne. Choć państwa członkowskie powoli dogadują się co do samej struktury wydatków, podział unijnego tortu tradycyjnie dzieli Wspólnotę na dwa obozy. Z jednej strony stoją oszczędni płatnicy netto z Berlinem na czele, z drugiej kraje domagające się potężnych środków na spójność i rolnictwo. Ponieważ każdemu rządowi przysługuje prawo weta, unijna machina budżetowa utknęła w potężnym klinczu.

Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: