Wyniki wyborów regionalnych w Niemczech, w których prawicowo-populistyczna i skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) odniosła potężny sukces w Saksonii-Anhalcie, wywołały lawinę komentarzy w Europie. Głos w sprawie zabrał m.in. Janusz Reiter, były ambasador Polski w Berlinie. Jego zdaniem nad Wisłą nikt nie powinien żywić złudzeń co do prawdziwego oblicza tej formacji.
Nacjonalizm z historycznym brudnym rysem
W ocenie doświadczonego dyplomaty rosnąca siła AfD to nie tylko ewenement ostatnich miesięcy, ale powrót do niebezpiecznych korzeni. Partia ta jawnie nawiązuje do tradycji niemieckiego nacjonalizmu, który w ujęciu historycznym od zawsze cechował się dwoma stałymi elementami: wrogością wobec Polski oraz prorosyjską orientacją.
Reiter podkreśla, że ugrupowanie to otwarcie kwestionuje powojenny ład i sposób, w jaki Niemcy rozliczyły się ze swoją mroczną, nazistowską przeszłością. Dla Warszawy oznacza to fundamentalną niezgodność interesów i poważny sygnał ostrzegawczy.
Słabość centrum napędza radykalizację
Były ambasador zwraca uwagę na szerszy kontekst polityczny za naszą zachodnią granicą. Sukces radykałów to w dużej mierze efekt bezradności i słabości tradycyjnych partii demokratycznego centrum:
- Główny nurt polityczny w Niemczech tkwi w głębokiej defensywie.
- AfD sprytnie zagospodarowuje nastroje sprzeciwu wobec imigracji oraz niepokoju gospodarczego.
- Ugrupowania rządzące tracą inicjatywę, co ułatwia skrajnej prawicicy dyktowanie tematów w debacie publicznej.
Wspólny front z Kremlem
Niepokój budzi również stosunek AfD do geopolityki wschodniej. W warunkach trwającej wojny hybrydowej prowadzonej przez Rosję, formacja ta – zdaniem ekspertów – idzie z Moskwą ręka w rękę. Postulaty złagodzenia kursu wobec Kremla, krytyka wsparcia dla Ukrainy oraz podważanie silnego zakotwiczenia Niemiec w strukturach NATO i Unii Europejskiej uderzają bezpośrednio w architekturę bezpieczeństwa całej Europy Środkowej.

KOMENTARZE