Powrót giganta z Ameryki Południowej
Wszystko wskazuje na to, że trwająca od września przerwa w dostawach brazylijskiego mięsa do Unii Europejskiej dobiega końca. Komisja Europejska oficjalnie zarekomendowała państwom członkowskim ponowne otwarcie unijnego rynku dla drób z Brazylii oraz tamtejszego miodu. Decyzja ta to bezpośredni efekt pozytywnie zakończonego audytu weterynaryjnego, który unijni inspektorzy przeprowadzili w tamtejszych zakładach i gospodarstwach.
Przypomnijmy: restrykcje weszły w życie 3 września, kiedy to Bruksela zatrzasnęła drzwi przed produktami pochodzenia zwierzęcego z Brazylii. Powód? Poważne obawy o stosowanie zakazanych w UE antybiotyków i stymulatorów wzrostu. Teraz jednak urzędnicy uznali, że brazylijscy producenci – po wprowadzeniu fizycznej separacji stad i cyfrowych systemów śledzenia recept – spełniają rygorystyczne normy Wspólnoty.
Listopadowe głosowanie i milczenie stolic
Ostateczny głos w tej sprawie należy do krajów członkowskich. Głosowanie zaplanowano na połowę listopada, jednak w kuluarach mówi się otwarcie, że to czysta formalność. Podczas niedawnego spotkania z Komisją Europejską żadne z państw nie zgłosiło oficjalnego sprzeciwu. Delegacje dopytywały jedynie o szczegóły kontroli, na co Bruksela udzieliła wyczerpujących wyjaśnień.
Co ważne, unijne łaski nie obejmują na razie wszystkich produktów. Zakaz eksportu nadal dotyczy brazylijskiej wołowiny, której cykl hodowlany jest znacznie dłuższy, a tamtejsze procedury wciąż budzą zastrzeżenia. Drób i miód przetrą więc szlak dla reszty południowoamerykańskiego ekosystemu rolnego.
Co to oznacza dla Polski?
Polska to potęga drobiarska w skali całej Unii Europejskiej. Krajowi producenci patrzą jednak na ruchy Brukseliza z rosnącym niepokojem. Statystyki mówią same za siebie – jeszcze przed wprowadzeniem jesiennego embarga, w okresie od maja do lipca, import drobiu z Brazylii do UE wystrzelił w górę aż o 80,6 procent w porównaniu do roku poprzedniego.
Rodzima branża nie ukrywa sceptyzmu wobec nagłej poprawy standardów w Ameryce Południowej. Przedstawiciele sektora drobiarskiego domagają się stałych, rygorystycznych kontroli i zapowiadają, że w razie gwałtownego załamania cen na rynku będą żądać uruchomienia specjalnych klauzul ochronnych. Sytuację dodatkowo komplikuje cień rzekomego pomoru drobiu (choroby Newcastle), który dawniej pojawiał się w tamtym regionie. Unijny rynek otwiera się szeroko, ale polscy rolniczy licznik strat i zysków dopiero zaczną drżącymi rękami na nowo przeliczać.
Źródło: Ekonomia – Ekonomia w RMF24

KOMENTARZE