Klub dziewięciu pod presją
Oficjalnie i nieoficjalnie przywilej posiadania broni jądrowej dzieli dziś zaledwie dziewięć państw na świecie. USA, Rosja, Chiny, Wielka Brytania, Francja, Indie, Pakistan, Izrael oraz Korea Północna trzymają w swoich arsenałach tysiące głowic. Ten zamknięty układ sił przez dekady wydawał się zabetonowany. Dzisiaj jednak fundamenty globalnego bezpieczeństwa chwieją się w posadach, a zasady non-proliferacji powoli tracą na znaczeniu.
Eksperci ds. geopolityki i bezpieczeństwa międzynarodowego coraz głośniej mówią o ryzyku nuklearnego efekty domina. W świecie, w którym tradycyjne gwarancje mocarstw bywają nietrwałe, kolejne stolice zaczynają kalkulować, czy przetrwanie nie wymaga własnego straszaka.
Kto może być następny?
W wyścigu po technologiczny i militarny status potęgi atomowej na czoło wysuwa się kilka państw. Według analiz ekspertów, takich jak Miroslav Gregorič, najbliżej fizycznego pozyskania bomby ma być Iran, który od lat konsekwentnie rozwija swój program jądrowy.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja tzw. potęg utajonych i technologicznych. Kraje takie jak Japonia czy Niemcy dysponują zapleczem naukowym oraz przemysłowym, które pozwoliłoby im na błyskawiczne opracowanie własnego arsenału, gdyby tylko zapadła taka decyzja polityczna. W orbicie potencjalnych państw nuklearnych wymienia się również:
- Koreę Południową, gdzie presja rosnącego w siłę Pjongjangu regularnie rodzi dyskusje o zerwaniu z całkowitą zależnością od amerykańskiego parasola.
- Arabię Saudyjską, która nie ukrywa ambicji regionalnego przywództwa i uważnie obserwuje kroki Iranu.
A co z Polską?
Temat własnego atomu przestał być w Polsce wyłącznie domeną publicystyczną. W obliczu niepewności co do trwałości zobowiązań sojuszniczych oraz narastających napięć w Europie Środkowo-Wschodniej, nad Wisłą regularnie odżywa debata o alternatywnych formach odstraszania.
Podczas gdy część polityków wskazuje na konieczność zacieśniania współpracy w ramach europejskich formatów odstraszania (w tym rozmowy wokół francuskiego potencjału) oraz udziału w programach typu Nuclear Sharing, pojawiają się też śmielsze głosy o potrzebie budowy własnych zdolności. Specjaliści studzą jednak emocje: o ile sam potencjał przemysłowy i technologiczny – przy gigantycznym wysiłku – byłby w zasięgu kraju wielkości Polski, o tyle główną barierą pozostaje bezwzględny opór międzynarodowy, ze strony Waszyngtonu na czele.
Jedno jest pewne. Monopol na atom kruszy się na naszych oczach, a nadchodząca dekada może całkowicie przedefiniować pojęcie globalnego bezpieczeństwa.
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE