Prywatny monitoring pod lupą. Ponad 26 tysięcy złotych kary za kamery skierowane na sąsiadów

Strona głównaKonsument

Prywatny monitoring pod lupą. Ponad 26 tysięcy złotych kary za kamery skierowane na sąsiadów

Nietypowy incydent w Finlandii: Zajrzał do nieoznakowanego auta i sam stał się podejrzanym
Tajna skrytka z bronią w niemieckim lesie. Ślady prowadzą wprost do rosyjskich służb
Rosyjski dron-rakieta uderzył w Mołdawię. Maia Sandu mówi o celowych prowokacjach i wspomina Polskę

Precedensowa decyzja UODO. Koniec z samowolką wokół posesji

Wielu właścicieli domów jednorodzinnych wychodzi z prostego, ugruntowanego latami przekonania: „Moja działka, moje zasady, moje kamery”. Montaż systemu rejestrującego obraz wokół własnego domu wydaje się czymś naturalnym w epoce troski o bezpieczeństwo. Granica między obroną własnego dobytku a brutalnym wdarciem w prywatność sąsiadów bywa jednak bardzo cienka. Przekonał się o tym właściciel jednej z posesji, na którego Prezes Urzędu Ochrony Odsłonowych (UODO) nałożył karę w wysokości **26 711 zł**. To pierwszy taki przypadek w Polsce, gdy urząd wymierzył dotkliwą sankcję finansową osobie fizycznej za nieprawidłowo skonfigurowany monitoring.

Sprawa nie wzięła się znikąd. Lawinę ruszyły skargi zaniepokojonych sąsiadów. Okazało się, że zainstalowane na prywatnym budynku kilkanaście urządzeń rejestrowało obraz i dźwięk przez **całą dobę**. Problem polegał na tym, że kamery patrzyły znacznie dalej niż na ogródek czy podjazd właściciela – ich pole widzenia obejmowało drogę publiczną, sąsiednie parcele, a nawet – co wzbudziło największe kontrowersje – okno toalety w budynku obok. Mieszkańcy czuli się tak, jakby żyli w permanentnym programie typu reality show, poddani stałej, uciążliwej inwigilacji.

Dlaczego tradycyjny „wyjątek domowy” tu nie zadziałał?

Zgodnie z unijnym rozporządzeniem RODO (art. 2 ust. 2 lit. c) istnieje tzw. wyjątek domowy lub osobisty. Oznacza to, że zwykły obywatel nie musi przejmować się rygorystycznymi przepisami o ochronie danych, jeśli kamery rejestrują wyłącznie jego własny teren. Sytuacja diametralnie się zmienia, gdy obiektyw wykracza poza płot i zaczyna masowo zbierać wizerunki oraz głosy osób trzecich – przechodniów czy sąsiadów korzystających ze swoich podwórek.

Prezes UODO przypomniał, że powołując się na utrwalone orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), zwolnienie z RODO ma zastosowanie wyłącznie wtedy, gdy zasięg monitoringu zamyka się w granicach prywatnej nieruchomości. W tym konkretnym przypadku takiej podstawy prawnej po prostu zabrakło.

Ignorowanie urzędu kosztuje najwięcej

Co ciekawe, sama obecność kamer nie wywołałaby od razu tak dotkliwych konsekwencji finansowych, gdyby nie uporczywa postawa właściciela. Procedura wyglądała następująco:

  • **Decyzja nakazowa:** Po rozpatrzeniu skarg sąsiadów UODO wydał prawomocną decyzję nakazującą usunięcie lub przestawienie kamer w ciągu 7 dni.
  • **Brak reakcji:** Właściciel nie zaskarżył decyzji do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, co oznaczało, że stała się ona prawomocna. Zignorował jednak wyznaczony termin i nie zmienił ustawienia sprzętu.
  • **Unikanie korespondencji:** Pisma z upomnieniami wracały do urzędu nieodebrane, co po dwukrotnej awizacji zostało uznane za doręczone zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania administracyjnego.
  • **Finał finansowy:** Postawa lekceważenia organu państwowego zmusiła UODO do wszczęcia osobnego postępowania administracyjnego, którego efektem stała się grzywna w wysokości **26 711 zł**.

Choć kwota wydaje się wysoka, eksperci przypominają, że to dopiero początek skali – maksymalne kary za naruszenie przepisów o ochronie danych mogą sięgać milionów euro, zależnie od wagi i skali naruszenia. Urząd pokazuje w ten sposób zęby i wysyła jasny sygnał: bezprawne podglądanie sąsiadów i ignorowanie decyzji nadzoru przestało być bezkarne.

Źródło: Wydarzenia w INTERIA.PL – wiadomości, wydarzenia

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: