Agresywny incydent na łotewsko-białoruskiej granicy
Wszystko rozegrało się w nocy z **5 na 6 października**. Grupa licząca około 20 nielegalnych migrantów zbliżyła się do granicy Łotwy z Białorusią. Towarzyszyła im zamaskowana i uzbrojona eskorta, która w sposób wyjątkowo agresywny próbowała zmusić cudzoziemców do sforsowania zabezpieczeń.
Jak relacjonował minister spraw wewnętrznych Łotwy **Jānis Dombrava**, napastnicy kierowali bezpośrednie groźby pod adresem stacjonujących na miejscu żołnierzy. Służby w Rydze poinformowały również o akcie sabotażu: kilka godzin po nieudanej próbie przerzutu, zamaskowani intruzi weszli na terytorium kraju NATO, uszkodzili skrzynkę rozdzielczą i ukradli kamery monitoringu, po czym uciekli z powrotem na Białoruś.
Reżim w Mińsku umywa ręce. „To zrobili sami Łotysze”
Do sprawy odniósł się **Alaksandr Łukaszenka**. Białoruski dyktator odrzucił oskarżenia o jakikolwiek udział Mińska w tym zdarzeniu, nazywając całą sytuację absurdalną. W swoim stylu skierował ostrze oskarżeń w stronę sąsiadów.
– Doskonale wiemy, już mi o tym doniesiono, że zostało to zrobione wszystko jako pretekst informacyjny, by otrzymać pieniądze od Unii Europejskiej, przez samych Łotyszy – grzmiał Łukaszenka podczas spotkania z urzędnikami ds. bezpieczeństwa. Polityk dodał, że operacja o takim charakterze musiałaby zostać z nim osobiście skonsultowana, co – jak twierdzi – nigdy nie miało miejsca. Przy okazji skrytykował też wydatki zbrojeniowe Polski i państw bałtyckich.
Tajemnicze „Czarne Rusy” i głos ekspertów
Sprawa nabrała nowego wymiaru, gdy do odpowiedzialności za prowokację przyznała się dotychczas nieznana szerzej grupa o nazwie **„Czarne Rusy”**. W opublikowanym w mediach społecznościowych nagraniu przedstawiciele organizacji stwierdzili bezczelnie: „To był test dla Łotwy, który został oblany. Wkrótce zobaczycie coś podobnego w innych częściach naszej granicy”.
Eksperci ds. bezpieczeństwa nie mają jednak złudzeń co do niezależności takich formacji. Szef Centrum Eksperckiego NATO ds. Komunikacji Strategicznej w Rydze **Janis Sarts** wskazał, że w warunkach reżimów w Mińsku i Moskwie funkcjonowanie niezależnych bojówek prowadzących operacje transgraniczne jest po prostu niemożliwe. Zdaniem analityków mamy do czynienia z klasyczną **operacją informacyjną i hybrydową**, za której sznurki pociągają służby specjalne Rosji i Białorusi.

KOMENTARZE