Chiński walec wjeżdża do Europy
Termin „szok chiński” wszedł do kanonu ekonomii już kilkanaście lat temu, kiedy wejście Państwa Środka do Światowej Organizacji Handlu przemeblowało globalny rynek pracy. Dziś analitycy mówią jednak o zupełnie nowym zjawisku – drugiej fali ekspansji, która uderza bezpośrednio w technologiczny i przemysłowy rdzeń Starego Kontynentu.
Podczas gdy rynki zachodnie drżą przed zalewem tanich towarów i technologicznych nowinek, Polska na tym tle wydaje się radzić sobie nieco lepiej. Nie oznacza to jednak, że możemy spać spokojnie. Statystyki pokazują bezlitosny kierunek zmian.
Imponujący wzrost importu. Co kupujemy z Chin?
Z danych analizowanych przez „Puls Biznesu” wynika, że w ciągu ostatniej dekady import chińskich samochodów oraz zaawansowanych maszyn i urządzeń urósł w Polsce o imponujące 57,1 proc. To dynamika, która zostawia w tyle naszych sąsiadów z regionu – dla porównania, w Czechach wskaźnik ten wyniósł 44,5 proc., w Niemczech 34,3 proc., a na Węgrzech zaledwie 22 proc.
Chiński kapitał i towary zalewają kolejne nisze. Dlaczego jednak polski przemysł wciąż trzyma się mocniej niż niemiecki czy francuski? Nasza gospodarka czerpie odporność m.in. z silnego sektora przetwórstwa żywności oraz wciąż relatywnie elastycznego zaplecza małych i średnich przedsiębiorstw.
Gdzie leżą największe zagrożenia?
Mimo ogólnej odporności, konkretne branże już teraz odczuwają potężny ból. Wspólne raporty analityczne m.in. Ośrodka Studiów Wschodnich i Związku Przedsiębiorców i Pracodawców alarmują o miliardowych stratach w skali unijnej. W Polsce zagrożonych może być nawet około 45 tysięcy miejsc pracy.
Pod presją państwowego kapitalizmu Chin znajdują się przede wszystkim:
- Sektor motoryzacyjny i elektromobilność – w tym produkcja baterii oraz komponentów,
- Przemysł maszynowy i metalowy,
- Produkcja sprzętu AGD,
- Hutnictwo i przetwórstwo stali.
Jako podwykonawcy silnie powiązani z rynkiem niemieckim, boleśnie odczuwamy każde tąpnięcie u naszego zachodniego sąsiada. Gdy tamtejsze fabrykacje aut ograniczają zamówienia pod wpływem chińskiej konkurencji, rykoszetem dostają polskie zakłady na Śląsku czy Dolnym Śląsku.
Czas na europejską czujność
Eksperci nie mają wątpliwości: dotychczasowa poduszka bezpieczeństwa powoli się kurczy. Chińscy giganci nie ograniczają się już tylko do eksportu gotowych produktów – coraz częściej eksportują same fabryki, stawiając ogromne zakłady bezpośrednio w Europie. Polska musi zachować maksymalną czujność, bo gra toczy się nie tylko o pojedyncze branże, ale o długofalową niezależność przemysłową całej Unii Europejskiej.
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE