Piątkowa sesja na amerykańskich parkietach przyniosła obraz, który mocno zaskoczył wielu analityków. Mimo że napływające z gospodarki dane makroekonomiczne wcale nie napawały optymizmem, a rentowności obligacji mocno dawały o sobie znać, giełdowe byki postanowiły przejść do ofensywy. Zamiast pogłębiać trwającą wcześniej przecenę, Wall Street zakończyła dzień na solidnym plusie.
Inflacja i obligacje pod lupą rynku
Obserwatorzy rynku nie ukrywali zakłopotania. Jeszcze chwilę wcześniej nastroje były mocno napięte. Dane o inflacji oraz rosnące rentowności długu rządowego tworzyły mieszankę, która podręcznikowo powinna wywołać ucieczkę od ryzyka.
Inwestorzy musieli zmierzyć się z uporczywą presją cenową. Sytuację dodatkowo komplikowały zawirowania na rynku surowców, gdzie ceny ropy naftowej w ostatnich dniach mocno dawały się we znaki globalnej gospodarce.
Co napędzało optymizm inwestorów?
Skąd więc wziął się ten nagły zwrot akcji i powrót zielonego koloru na tablicach wyników?
- Korekta na rynku surowców: Wyraźny spadek cen ropy naftowej w trakcie piątkowego handlu pomógł nieco rozładować obawy o eskalację kosztów.
- Selektywne zakupy akcji: Po kilku dniach wyraźnych spadków, część graczy uznała wyceny niektórych spółek za atrakcyjne okazje zakupowe.
- Oczekiwania wobec Fedu: Rynek z napięciem spogląda w przyszłość, kalkulując każdy możliwy krok amerykańskiego banku centralnego.
Choć fundamenty makroekonomiczne wciąż skrzypią, piątkowe zamknięcie udowodniło, że Wall Street potrafi zaskoczyć niespodziewaną odpornością. Pytanie tylko, jak długo uda się ignorować rosnące koszty kapitału.
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE