Nie idziesz na wybory? Donald Trump bez ogródek zapowiedział, co czeka niegłosujących

Strona głównaPolityka

Nie idziesz na wybory? Donald Trump bez ogródek zapowiedział, co czeka niegłosujących

Mechanika politycznego szoku. Jak media i liberalne elity nakręcają antytrumpową spiralę
Produkcja rakiet Patriot na Ukrainie pod lupą Waszyngtonu. Marco Rubio stawia sprawy jasno
Awantura w Gabinecie Owalnym. Donald Trump kazał uciszyć się dziennikarce CNN, a Biały Dom uderzył w jej dzieci
Koniec epoki sankcji. Waszyngton oficjalnie wykreślił Syrię z czarnej listy
Zderzenie narracji w Waszyngtonie. Korea Południowa hamuje optymizm Trumpa ws. miliardowych inwestycji
Treść wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.

Brutalna szczerość i polityczny teatr w Dallas

Kampania przed listopadowymi wyborami połówkowymi w Stanach Zjednoczonych weszła w fazę bezpardonowej walki o każdy głos. Prezydent USA Donald Trump, wystąpił na zakończenie historycznej, pierwszej konwencji Partii Republikańskiej w Dallas. Zamiast tradycyjnej dyplomacji gospodarz Białego Domu postawił na potężną dawkę emocji, groźby i gigantyczne obietnice finansowe.

Stawką listopadowego głosowania jest kontrola nad Kongresem, a sondaże dla republikanów nie są łaskawe. Środowisko polityczne obozu władzy szuka więc ratunku w radykalnych środkach mobilizacji.

5 tysięcy dolarów za zwycięstwo i… groźba piekła

W trakcie niemal dwugodzinnego przemówienia Trump uderzył w ton, który natychmiast obiegł światowe media. Najpierw powtórzył swoją śmiałą obietnicę: jeśli Partia Republikańska utrzyma izby Kongresu, każdy dorosły Amerykanin otrzyma 5 tysięcy dolarów wypłaconych w ramach specjalnej dywidendy. Koszt tego manewru przekroczyłby 1 bilion dolarów, co natychmiast wywołało fale pytań o realność i legalność planu.

Gdy jednak mowa przyszła o samej frekwencji, prezydent całkowicie porzucił konwencjonalny styl:

„Wiecie, co się dzieje z tymi, którzy nie głosują? Idą do piekła” – grzmiał z estrady, zmuszając zwolenników do składania uroczystych przysięg o udziale w wyborach zaplanowanych na 3 listopada.

Walka z „komunizmem” i trudna rzeczywistość

Retoryka konwencji opierała się na budowaniu poczucia egzystencjalnego zagrożenia. Trump wielokrotnie powtarzał słowo „komunizm”, przekonując tłum, że opozycyjna Partia Demokratyczna została przejęta przez „radykalnych, lewicowych szaleńców”. Wraz z nim na scenie pojawili się m.in. minister zdrowia Robert F. Kennedy Jr. oraz wiceprezydent J.D. Vance, próbując odwrócić uwagę wyborców od rosnących kosztów życia i kontrowersji wokół działań zbrojnych.

Eksperci i analitycy polityczni wskazują, że tak agresywna mobilizacja to rozpaczliwa próba odwrócenia niekorzystnych trendów w sondażach, gdzie poparcie dla administracji szoruje w dolnych granicach. Czy wizja gotówki w portfelu i wizja potępienia zmobilizują Amerykanów do masowego ruszenia do urn? Odpowiedź poznamy już wkrótce.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: