Chaos w protokołach i wymiana głosów. Prokuratura bierze pod lupę komisje
Wybory prezydenckie 2025 roku wciąż odbijają się potężną czkawką w wielu zakątkach Polski. Prokuratura Okręgowa w Siedlcach skierowała właśnie do sądu akt oskarżenia wobec sześciu członków komisji wyborczej w Stoczku (powiat węgrowski). Śledczy nie mają wątpliwości: podczas kluczowej drugiej tury doszło tam do skandalicznie nierzetelnego przeliczenia głosów, w wyniku czego poparcie dla kandydatów zostało po prostu pomylone.
Mechanizm bywał zatrważająco prosty, a zarazem kuriozalny. Część głosów, które realnie padły na Rafała Trzaskowskiego, omyłkowo lub celowo przypisano Karolowi Nawrockiemu — i na odwrót. Co ciekawe, śledczy w ramach tego samego obwodu nie zdecydowali się jednak na postawienie zarzutów trzem innym osobom z komisji, co pokazuje, jak skrupulatnie i wybiórczo podchodzono do analizy odpowiedzialności każdego z członków mężów zaufania i urzędników.
Dziesiątki zarzutów w całym kraju. Skala anomaliów rośnie
Sprawa ze Stoczka to wierzchołek góry lodowej. Tylko w samym okręgu siedleckim prokuratura postawiła zarzuty z art. 231 § 3 Kodeksu karnego (nieumyślne niedopełnienie obowiązków funkcjonariusza publicznego) już 69 osobom zasiadającym w 11 obwodowych komisjach wyborczych. Co istotne, aż 40 podejrzanych przyznało się do winy i złożyło obszerne wyjaśnienia.
Podobne scenariusze piszą się zresztą w innych regionach Polski. Prokuratury m.in. we Włocławku czy w Opolu również rozliczają opieszałość i błędy w protokołach, które wykryto dzięki analizom ekspertów i naukowców wyłapujących tzw. anomalie statystyczne. Tam, gdzie słupki poparcia rażąco odstawały od wyników z pierwszej tury, wkraczały organy ścigania.
- Do 3 lat pozbawienia wolności – tyle grozi członkom komisji za niedopełnienie obowiązków przy liczeniu głosów.
- 69 osób z zarzutami tylko w zasobach Prokuratury Okręgowej w Siedlcach.
- W niektórych miejscach śledztwa są umarzane, jeśli śledczy uznają, że błędy miały charakter czysto techniczny i ludzki, bez znamion złej woli.
Ludzki błąd czy systemowa zapaść komisji?
Zmęczone wielogodzinnym dyżurem komisje, presja czasu, skomplikowane arkusze i nocne liczenie kreują idealne środowisko do pomyłek. Gdy w grę wchodzi fotel prezydencki, każda cyfra ma gigantyczną wagę. Choć w wielu przypadkach prokurator umarza postępowania, uznając pomyłki za bezduszny chochlik drukarski i zmęczenie materiału (jak m.in. w Tychach), to akty oskarżenia w Stoczku czy we Włocławku pokazują, że granica między zwykłą gapiostwem a odpowiedzialnością karną bywa niezwykle cienka.
Sprawy te trafiają teraz na wokandę sądów rejonowych. Dla tysięcy Polaków zasiadających w komisjach wyborczych to bolesna lekcja: praca, która kiedyś uchodziła za nudny obywatelski obowiazek, dziś może skończyć się z prokuratorskim zarzutem na koncie.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE