Cicha epidemia nad Wisłą. Dlaczego wątroba wciąż woła o pomoc zbyt późno?

Strona głównaZdrowie

Cicha epidemia nad Wisłą. Dlaczego wątroba wciąż woła o pomoc zbyt późno?

Przełom w refundacji przynosi efekty. Rośnie liczba szczepień, ale seniorzy wciąż się wahają
Profesor Piotr Czauderna o kulisach reform i wyzwaniach polskiej medycyny
Mózg pod lupą nauki: najnowsze odkrycia o samonaprawie i wyzwaniach systemu zdrowia

Cichy zabójca polskiego społeczeństwa

Wątroba nie boli. Przynajmniej nie wtedy, kiedy dzieje się z nią coś naprawdę złego. Ten milczący narząd znosi lata zaniedbań, złej diety, stresu i ukrytych infekcji, nie dając niemal żadnych wyraźnych sygnałów ostrzegawczych. Statystyki są bezlitosne: z powodu chorób wątroby, takich jak marskość czy rak wątrobowokomórkowy, co roku w Polsce umiera około 15 tysięcy osób.

To zatrważający bilans, który pokazuje, że profilaktyka chorób metabolicznych i zakaźnych wciąż kuleje. Polacy rzadko robią podstawowe badania krwi pod kątem enzymów wątrobowych, a o problemach dowiedzieć można się przypadkiem – często wtedy, gdy medycyna rozkłada bezradnie ręce.

Wirusowe zagrożenia i ukryte koszty

W tle cichej epidemii stoją wirusowe zapalenia wątroby, zwłaszcza typu C (HCV). Szacuje się, że w Polsce z przewlekłym zakażeniem HCV żyje około 150 tysięcy dorosłych, z czego większość nie ma o tym absolutnie pojęcia. Wirus ten odpowiada w kraju za blisko 60 procent przypadków raka wątrobowokomórkowego.

Mimo że nowoczesne programy lekowe Ministerstwa Zdrowia oferują całkowicie darmową i w pełni skuteczną terapię eliminującą wirusa, liczba wykonywanych testów w ramach podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) pozostaje dramatycznie niska. Rocznie to zaledwie ułamek tego, co zalecają międzynarodowi eksperti.

  • Brak specyficznych objawów we wczesnym stadium choroby.
  • Niski poziom świadomości społecznej na temat zagrożeń ze strony HCV i HBV.
  • Niewystarczająca liczba wykonywanych badań profilaktycznych w gabinetach POZ.

Styl życia, który niszczy narząd

Nie tylko wirusy zbierają swoje żniwo. Ogromnym problemem staje się niealkoholowa stłuszczeniowa choroba wątroby (NAFLD), napędzana przez wszechobecną otyłość, wysokokaloryczną dietę i siedzący tryb życia. Lekarze alarmują, że problem dotyka coraz młodszych osób, a brak zdecydowanych kroków systemowych w walce z otyłością – zwłaszcza u dzieci i młodzieży – rodzi gigantyczne ryzyko na przyszłość.

Do tego dochodzi niekontrolowane przyjmowanie leków przeciwbólowych (z powszechnym paracetamolem na czele) oraz popularnych suplementów diety, które w połączeniu z alkoholem dosłownie „dobijają” komórki wątrobowe. Wątroba potrafi się zregenerować, ale potrzebuje do tego jednego kluczowego warunku: wczesnej diagnozy i natychmiastowej zmiany nawyków. Czas najwyższy przestać udawać, że problem nas nie dotyczy.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: