Stolica europejskiego polowania na skarby. Jak wygląda gigantyczny pchli targ w Lille?

Strona głównaPodróże

Stolica europejskiego polowania na skarby. Jak wygląda gigantyczny pchli targ w Lille?

Francja chce stworzyć „Cannes dla graczy”. Emmanuel Macron zapowiada gigantyczny festiwal
Berlin i Paryż chcą przebudować unijną dyplomację. Nowa rola Kai Kallas
Niespodziewane kłopoty mistrzów olimpijskich na start ME. Szwajcarzi postraszyli Francuzów

Średniowieczny rodowód wielkiego chaosu

Wyobraź sobie miasto, w którym na jeden weekend całkowicie znika ruch samochodowy, a ulice zamieniają się w plątaninę stoisk ciągnącą się na przestrzeni niemal 100 kilometrów. Mowa o Braderie de Lille we Francji — wydarzeniu, którego korzenie sięgają zamierzchłego XII wieku. Mało kto pamięta, że początkowo była to prosta targowiska wyprzedaż, podczas której służący otrzymywali od panów unikalne prawo do upłynniania niepotrzebnych rzeczy swoich chlebodawców.

Dziś to gigantyczny spektakl gromadzący tłumy z całej Europy. W pierwszy weekend września miasto pęka w szwach. Na miejsce zjeżdżają się łowcy okazji z Belgii, Niemiec, Holandii czy Wielkiej Brytanii. Statystyki robią wrażenie: co roku przez tętniące życiem centrum przewija się około 2,5 do 3 milionów odwiedzających.

Co można znaleźć na 10 tysiącach stoisk?

Włodarze wydarzenia szacują, że swoje towary wystawia tam ponad 10 000 sprzedawców. Od amatorów wyprzedających garażowe zaległości, po profesjonalnych handlarzy antykami. Asortyment potrafi przyprawić o zawrót głowy. Przejdźmy do konkretów:

  • Stare winyle i kasety magnetofonowe z epoki,
  • Kolekcjonerska, wysadzana porcelana i rzadkie dzieła sztuki,
  • Markowa odzież vintage oraz unikatowa biżuteria,
  • Meble z duszą, zegary z XIX wieku i domowe drobiazgi za symboliczną złotówkę.

Ceny potrafią wynosić zaledwie kilka eurocentów, ale za unikatowe perełki kolekcjonerskie trzeba zapłacić nawet kilka tysięcy euro. Targowanie się nie jest tu tylko opcją — to absolutny rytuał i element targu. Bez odrobiny negocjacji nikt nie opuszcza Lille jako pełnoprawny łowca okazji.

Góry małż i zapach frytek

Kiedy zmęczenie daje się we znaki, a nogi odmawiają posłuszeństwa po kilkunastu przebytych kilometrach, z pomocą przychodzi lokalna tradycja kulinarna. Czym żywi się tłum w trakcie imprezy? Głównym daniem są moules-frites, czyli tradycyjne małże z frytkami.

Restauracje i puby urządzają w tym czasie nieoficjalne zawody. Kto usypie najwyższą górę z pustych muszli przed swoim lokalem? Kilometry chodników zasypane skorupami muszli to stały element krajobrazu tego wyjątkowego weekendu we Francji.

Źródło: Świat – Świat w RMF24

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: