Wrzesień 2026 roku przynosi kolejne odsłony politycznej burzy wokół relacji świata polityki z upadłą giełdą kryptowalut Zondacrypto. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Michał Moskal postanowił publicznie odnieść się do rozbieżności wewnątrz własnego obozu politycznego dotyczących jego głośnego wyjazdu na Ibizę. Kluczowym punktem tłumaczeń parlamentarzysty okazała się kwestia tego, skąd dokładnie wyruszył w podróż na hiszpańską wyspę.
„Ociepa chyba się pomylił”
Wcześniej jego partyjny kolega, Marcin Ociepa, sugerował w mediach, że wyjazd Moskala miał miejsce w czasie jego prywatnych wakacji spędzanych w Hiszpanii. Ta wersja wydarzeń wyraźnie nie przypadła do gustu zainteresowanemu. Moskal zdecydowanie odciął się od tej narracji, wskazując na błąd w przekazie kolegów z ugrupowania.
– Chyba się pomylił albo coś zasłyszał, co było niezgodne z prawdą – skomentował słowa Ociepy Michał Moskal. Według obecnej wersji przedstawianej przez posła PiS, na spotkanie z szefem Zondacrypto Przemysławem Kralem poleciał on bezpośrednio z Warszawy.
Wakacyjny wylot i gęstniejące pytania
Sprawa spotkania na Ibizie, do którego doszło w sierpniu 2025 roku, wywołała ogromne kontrowersje w mediach za sprawą dziennikarskich śledztw. Wówczas to w luksusowym hotelu na wyspie Moskal – w towarzystwie byłego funkcjonariusza CBA Artura Chodzińskiego – spotkał się z Przemysławem Kralem. Okoliczności finansowania podróży oraz późniejsza aktywność legislacyjna posła w Sejmie, w tym praca nad poprawkami do ustawy o kryptoaktywach, stały się obiektem intensywnych pytań ze strony opinii publicznej i mediów.
- Michał Moskal twierdzi, że z Przemysławem Kralem rozmawiał zaledwie raz.
- Polscy śledczy badają obecnie wątki prania pieniędzy i oszustw związane z upadkiem giełdy Zondacrypto.
- Polityk stanowczo zaprzecza, by on lub Fundacja ORGiD przyjęli jakiekolwiek środki od giełdy kryptowalut.
Mimo prób odizolowania się od afery i zrzucania winy na niespójności w wypowiedzach innych polityków prawicy, sprawa wokół powiązań z Przemysławem Kralem wciąż mocno rzuca się cieniem na wizerunek zaangażowanych w nią parlamentarzystów.

KOMENTARZE