Bratobójcza wymiana ognia w Kijowie. Zełenski grzmi po starciu ukraińskich służb

Strona głównaPolityka

Bratobójcza wymiana ognia w Kijowie. Zełenski grzmi po starciu ukraińskich służb

Kijów ignoruje polskie głosy. Prezydent Ukrainy zatwierdziłkontrowersyjną ustawę
Bruksela traci cierpliwość do Kijowa. Komisja Europejska upomina Ukrainę za zablokowane reformy
Krwawa noc w Kijowie. Rosyjskie rakiety uderzyły w zajezdnię kolejową i budynki mieszkalne

Krwawy incydent w sercu ukraińskiej stolice

W nocy z 1 na 2 września 2026 roku na ulicach Kijowa doszło do wydarzenia, które wstrząsnęło ukraińskimi władzami. W jednej z lewobrzeżnych dzielnic miasta rozegrała się regularna strzelanina. Problem w tym, że wcale nie walczyli tam żołnierzi frontowi z rosyjskim najeźdźcą. Ogień wymienili między sobą funkcjonariusze dwóch kluczowych ukraińskich struktur: Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) oraz wywiadu wojskowego HUR.

Bilans tej nocnej konfrontacji jest bolesny. Rany odniosło trzech żołnierzy wywiadu wojskowego, z czego stan przynajmniej dwóch z nich lekarze określili jako ciężki. Jeden z poszkodowanych został trafiony w nogę, co doprowadziło do groźnego uszkodzenia tętnicy. Na miejscu starcia mieszkańcy słyszeli serie z broni palnej, a na trotuarach zostały ślady krwi.

Dwie wersje wydarzeń: Oficjalny spisek FSB kontra tajemnicze zniknięcie ochotnika

Oficjalny komunikat, który szybko wydała SBU oraz Prokuratura Generalna, wskazywał na operację kontrwywiadowczą. Według tej wersji śledczy prowadzili pilne czynności w związku z udaremnieniem zamachu przygotowywanego przez rosyjską Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB). Celem rosyjskich agentów miał być jeden z antykremlowskich opozycjonistów schronionych w Ukrainie. Kiedy grupa operacyjna SBU weszła pod wskazany adres, miała zostać zbrojnie zaatakowana przez „nieznanych sprawców”, którzy zablokowali przejazd samochodami i stawiali opór. Do akcji wkroczył nawet elitarny oddział specjalny SBU „Alfa”, a napastnicy zostali obezwładnieni.

Szybko wyszło jednak na jaw, że zatrzymanymi i ostrzelanymi nie byli rosyjscy dywersanci, lecz… żołnierze ukraińskich Sił Obronnych – konkretnie ludzie powiązani z Głównym Zarządem Wywiadu (HUR).

Niezależne śledztwa dziennikarskie oraz relacje pełnomocników odsłonięły zupełnie drugie dno. Kulisy sprawy prowadzą do Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego (RDK) – formacji złożonej z Rosjan walczących po stronie Kijowa, która podlega właśnie HUR. Dzień przed strzelaniną dowództwo RDK alarmowało o nagłym i tajemniczym zaginięciu swojego zastępcy do spraw działań bojowych, Stepana Kapłunowa. Mężczyzna miał zostać porwany w biały dzień z podwórka swojego domu w Kijowie przez zamaskowane osoby. Ukraińskie służby milczały, dopóki sytuacja nie wymknęła się spod kontroli.

Reakcja głowy państwa: „To absolutnie haniebne”

Reakcja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego była natychmiastowa i niezwykle ostra. Głowa państwa nie szukała eufemizmów, komentując bratobójczą batalię w stolicy.

„Na Ukrainie wolno strzelać wyłącznie do rosyjskich okupantów, broniąc naszego państwa. Żadna inna strzelanina nie będzie traktowana jako działanie, na które ktokolwiek ma przyzwolenie” — oświadczył wprost Wołodymyr Zełenski, określając całe zdarzenie mianem „absolutnie haniebnego”.

W obliczu skandalu prezydent zapowiedział surowe konsekwencje personalne oraz głębokie zmiany kadrowe w strukturach bezpieczeństwa. Sprawą zajmuje się już Prokuratura Generalna oraz Państwowe Biuro Śledcze (DBR). Głos zabrał również dawny szef HUR, a obecnie doradca w gabinecie prezydenta, Kyryło Budanow, podkreślając, że nikt w państwie nie ma prawa bezkarnie porywać żołnierzy ani urządzać strzelanin na miejskich ulicach. Napięcia między potężnymi ukraińskimi resortami siłowymi wyszły na powierzchnię w najmniej odpowiednim momencie trwającej wojny.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: