Czterdziestka na karku i niesamowity powrót. Gael Monfils urządził show w Nowym Jorku

Strona głównaSport

Czterdziestka na karku i niesamowity powrót. Gael Monfils urządził show w Nowym Jorku

US Open 2026: Magdalena Fręch i Magda Linette wkraczają do gry. Kiedy oglądać mecze Polek?
Uśmiech na wagę złota. Jelena Rybakina rozwiewa wątpliwości przed US Open
Błyskawiczny awans Mirry Andriejewej na US Open. Rosjanka nie dała szans rywalce

Urodzinowy wieczorny dreszczowiec na kortach Flushing Meadows

1 września 2026 roku zapisał się w pamięci Gaela Monfilsa w sposób absolutnie wyjątkowy. Francuski weteran, który przez lata elektryzował trybuny swoimi ekwilibrystycznymi zagraniami i niespożytą energią, świętował na nowojorskich kortach swoje 40. urodziny. Zamiast spokojnego świętowania w gronie rodziny, wybrał cierpienie i piękno walki na najwyższym poziomie. Organizatorzy US Open przyznali mu zasłużoną „dziką kartę”, co ma ogromne znaczenie — to oficjalnie jego ostatni turniej wielkoszlemowy w bogatej i barwnej karierze.

Początek wtorkowego starcia na korcie im. Louisa Armstronga nie zwiastował jednak happy endu. Naprzeciw doświadczonego Francuza stanął o 18 lat młodszy Paragwajczyk Adolfo Daniel Vallejo. Różnica pokoleniowa szybko dała o sobie znać w pierwszej partii.

Zderzenie ze ścianą i totalna metamorfoza

Młodszy o niemal dwie dekady rywal narzucił zabójcze tempo. Monfils, obecnie sklasyfikowany na 311. miejscu w rankingu ATP, w pierwszym secie poruszał się po korcie ociężale, popełniając sporo niewymuszonych błędów. Wynik 2:6 w otwarcie spotkania sprawił, że w serca nielicznych, ale wiernych fanów wdarł się niepokój. Czy to już ten wiek? Czy organizm po prostu odmówi posłuszeństwa?

Nic z tych rzeczy. W drugim secie na korcie pojawił się zupełnie inny Gael. Obudził w sobie dawnego demona defensywy i zaczął smarować bekhendy z taką precyzją, że młody Paragwajczyk zaczął gubić się w zeznaniach. „Czułem ogromne napięcie na początku, bardzo chciałem wygrać” — przyznał szczerze po meczu na konferencji prasowej. Kiedy jednak minął pierwszy paraliż stresu, maszyna ruszyła.

  • Pierwszy set: 2:6 dla dynamicznego Vallejo
  • Drugi set: 6:1 i całkowita dominacja solenizanta
  • Trzeci set: 6:2 dla rozpędzonego weterana
  • Czwarty set: bezlitosne 6:0 i pieczęć na awansie

Owacje na stojąco i pożegnanie z Wielkim Szlemem

Kolejne gemy były już popisem jednego aktora. Monfils biegał do skrótów, posyłał potężne „wiatraki” z forehandu i bawił się tenisową geofizyką, przypominając momenty ze swoich najlepszych lat, gdy zajmował 6. miejsce w klasyfikacji światowej. Oddanie rywalowi zaledwie trzech gemów w trzech ostatnich partiach to statystyka, która robi wrażenie bez względu na wiek przeciwnika. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:6, 6:1, 6:2, 6:0.

Gdy piłka meczowa padła łupem Francuza, publiczność zgromadzona na trybunach w Nowym Jorku zgotowała mu owację na stojąco. Fani odśpiewali mu głośne „Sto lat”, a sam zawodnik nie ukrywał wzruszenia. Przed nim kolejne wyzwania w turnieju, ale jedno jest pewne — ten rozdział historii tenisa powoli dobiega końca w wielkim stylu.

Źródło: Przegląd Sportowy przegladsportowy.onet.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: