Mit czerwonego telefonu. Jak naprawdę wyglądała gorąca linia między Waszyngtonem a Moskwą?

Strona głównaŚwiat

Mit czerwonego telefonu. Jak naprawdę wyglądała gorąca linia między Waszyngtonem a Moskwą?

Wakacyjna praca marzeń? 18-latek dokonał gigantycznego odkrycia w ruinach starego browaru
Odszedł por. Józef Przedpełski ps. „Sławek”. Miał 105 lat i był najstarszym polskim YouTuberem
Żuławskie domy podcieniowe. Monumentalne skarby architektury walczą o przetrwanie

Wielka iluzja popkultury

Obraz potężnego przywódcy zrywającego się od biurka, by chwycić za czerwony aparat i w sekundę powstrzymać globalną katastrofę nuklearną, to stały element kinowych dreszczowców. Hollywood i literatura utrwaliły wizję urządzenia stojącego w Gabinecie Owalnym oraz gabinecie na Kremlu. Prawda historyczna okazuje się jednak zupełnie inna. Przez lata zimnej wojny nikt tam nie podnosił klasycznej słuchawki, a sam system od samego początku wcale nie był telefonem.

Bezpośrednia łączność między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim ruszyła dokładnie **30 sierpnia 1963 roku**. Impulsem do jej utworzenia był dramatyczny kryzys kubański z 1962 roku, kiedy świat na moment znalazł się na krawędzi trzeciej wojny światowej. Wówczas tradycyjna wymiana depesz dyplomatycznych trwała absurdalnie długo – dostarczenie, przetłumaczenie i odkodowanie wiadomości od Nikity Chruszczowa zajmowało niejednokrotnie od 6 do nawet 12 godzin. W warunkach nagłego zagrożenia taki czas reakcji był luksusem, na jaki mocarstwa nie mogły sobie pozwolić.

Zamiast głosu – stukanie dalekopisów

Dlaczego zrezygnowano z telefonu? Amerykańscy i radzieccy dyplomaci słusznie obawiali się, że bezpośrednia rozmowa audio może prowadzić do tragicznych w skutkach nieporozumień. Bariera językowa, emocje, stres oraz konieczność polegania na natychmiastowych tłumaczeniach mogły wywołać eskalację konfliktu. Zdecydowano więc, że najbezpieczniejszą formą kontaktu będzie pisana depesza.

Pierwsza generacja gorącej linii opierała się na urządzeniach telegraficznych (dalekopisach). Sygnał wędrował ze Stanów Zjednoczonych do ZSRR przez kabel transatlantycki liczący około 10 tysięcy kilometrów długości, biegnący z Waszyngtonu przez Londyn, Kopenhagę, Sztokholm i Helsinki aż do Moskwy. „Pamiętam do dziś, jak trzęsły mi się ręce, gdy słaliśmy kolejne wiadomości do Waszyngtonu” – wspominał po latach Wiktor Suchodriew, wieloletni radziecki tłumacz.

Co ciekawe, pierwsza testowa wiadomość wysłana z USA do Związku Radzieckiego brzmiała osobliwie: „The quick brown fox jumped over the lazy dog’s back 1234567890” (zdanie to zawiera wszystkie litery alfabetu angielskiego i cyfry). Zdezorientowani radzieccy tłumacz początkowo pytali Amerykanów, co ma znaczyć ten dziwny komunikat o lisie.

Ewolucja systemu: od faksu po bezpieczny e-mail

Technologia szybko parła do przodu, a system wymagał modernizacji. W latach 70., za rządów Leonida Breżniewa, łączność oparto na kanałach satelitarnych. Dopiero w tamtym okresie w biurach faktycznie pojawiły się aparaty telefoniczne do kontaktów w sytuacjach kryzysowych, jednak tradycja pisemnego potwierdzania ustaleń trwała w najlepsze. W 1980 roku sieć wzbogacono o faksy, z kolei od 2008 roku linia Waszyngton-Moskwa funkcjonuje już jako bezpieczne łącze komputerowe, przesyłające zaszyfrowane wiadomości e-mail.

Przez dziesięciolecia zimnej i postzimowej wojny system ten uruchamiany był w momentach największych prób – m.in. podczas wojny sześciodniowej na Bliskim Wschodzie w 1967 roku, w trakcie wojny indyjsko-pakistanskiej czy przy okazji radzieckiej interwencji w Afganistanie. Choć czerwonego telefonu nigdy nie było na biurkach przywódców, mit ten na stałe zakorzenił się w naszej wyobraźni jako uniwersalny symbol kruchości światowego pokoju.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: